Michał Szafrański i Zaufanie czyli waluta przyszłości – skutkują natychmiastowo!

Michał Szafrański i Zaufanie czyli waluta przyszłości – skutkują natychmiastowo!

Dzisiaj krótko na temat książki, która jest obowiązkowa dla każdego blogera, a już szczególnie dla tych, którzy zaczynają na blogu zarabiać. Nie dość, że czyta się szybko, to porady Michała Szafrańskiego są bezcenne! I przynoszą korzyści natychmiast po zastosowaniu ich w życiu.

Przykład? Prezent dla czytelników w zamian za zapisanie się na newsletter. Zainspirowana działaniami Michała, przygotowałam kalkulator, w którym można mniej więcej wyliczyć, ile będzie kosztowało wydanie książki. Dzięki temu moi Czytelnicy mają mocną pozycję negocjacyjną w rozmowach z wydawnictwami. Natychmiast zaobserwowałam przyrost subskrybentów! W ciągu tygodnia zapisało się mniej więcej tyle, ile wcześniej przez pół roku. (30 osób)!

I takich porad jest w książce dużo więcej. Uważam, że są bezcennymi wskazówkami, ubranymi w przystępną formę. Zaufanie czyli waluta przyszłości to lektura, którą czyta się naprawdę przyjemnie. A do tego powiedzieć, że Michał Szafrański leje wodę to totalny oksymoron. Praktycznie każde omawiane działanie jest udokumentowane przez autora. Nawet to, które kończy się porażką, bo autor bloga Jakoszczedzacpieniadze.pl jest na tyle skrupulatną i szczerą osobą, że nie bał się opisać również swoich negatywnych doświadczeń, np. na temat współprac z firmami.

Warstwa praktyczna była, nie ukrywam, bardzo dla mnie istotna. Ale największą wartością tej książki są słowa samego autora, po prostu. Lektura była przyjemna i żałuję, że tak szybko się skończyła. Dzięki temu czułam, że w jakiś sposób mogę choć troszkę poznać Michała Szafrańskiego. Osobę inteligentną, zdeterminowaną, lecz przede wszystkim uczciwą. Ta ostatnia cecha po prostu totalnie mnie rozbroiła.

Wiecie, w firmach często spotykana jest kombinatoryka, której ja osobiście nie cierpię. Pracownik boi się przyznać do porażki. A szef jeszcze bardziej. Zdarza się kłamać klientom albo traktować ich tylko jak chodzące worki z kasą. Niestety bywałam tego świadkiem (przeczytaj wpis Złożyłam wypowiedzenie oraz Międzynarodowy Dzień Blogera 2018 – moja historia, by dowiedzieć się więcej). Nie chciałam żyć w takim świecie, więc z niego uciekłam.

Cieszę się ogromnie, że istnieją osoby takie, jak Michał Szafrański, które również nie boją się wyjść schematu. Które rozumieją ryzyko, ale są na tyle dojrzałe, iż wiedzą, że trzeba sobie poradzić. Nie ma innej opcji!

Historia Michała nie jest tylko ciekawą historią blogera (skromnego, acz świadomego swojej wartości) czy przedsiębiorcy. To historia pracowitego i myślącego mężczyzny, który pokazuje, że da się. Wspaniałe dla mnie było też tło rodzinne tej opowieści. Gdyby nie żona Gabriela, Michał pewnie nie miałby w sobie aż tyle siły. Zwłaszcza, że w pewnym momencie, jeszcze przed rozpoczęciem działalności blogowej, autorowi przydarzył się okropny wypadek… Samo podniesienie się po tak ciężkim urazie zasługuje na słowa uznania.

Tak samo jak to, że Michał Szafrański dzieli się zdobytą przez lata wiedzą z każdym, kto tylko zechce. Cena książki (w Biedronce po 25 zł, niestety si nie załapałam, tylko kupiłam w Empiku, ale to i dobrze, może do autora trafi chociaż piątal) jest naprawdę niska. A pozytywna energia, jaka z niej płynie, dodaje skrzydeł na długo, długo!

Teraz odezwa do tych, co to nie cierpią poradników i uważają, że to narzędzie coachów, opętanych przez kasę. Są faktycznie książki, które nic odkrywczego nie wnoszą do życia, a płaci się za nie sporo pieniędzy. Ich autorzy dają puste rady, a sami zarabiają tylko na oszustwie – ktoś w nich uwierzył, a oni nie radzą sobie w życiu dużo bardziej niż ich czytelnicy. Powiem Wam, że i w takich książkach znajdzie się coś, o czym warto sobie przypomnieć. Ale Zaufanie czyli waluta przyszłości to zupełnie coś innego. To nie jest poradnik! To naprawdę historia człowieka, który nie tylko coś w życiu osiągnął, ale zapracował na to ciężką harówką. I sprytem, bo trzeba być ogarniętym, by zrobić dobry biznesplan i systematycznie go realizować. Dlatego uważam, że od Michała Szafrańskiego można, warto i wręcz trzeba się uczyć, jeśli się bloguje!

I tyle. Czytajcie. A jak przeczytacie, dajcie znać, czy Wam się podobało.

Wasza

 

Międzynarodowy Dzień Blogera 2018 – moja historia

10 porad dla początkujących blogerów

Złożyłam wypowiedzenie

Międzynarodowy Dzień Blogera 2018 – moja historia

Międzynarodowy Dzień Blogera 2018 – moja historia

To dziś. 31 sierpnia jest Dniem Bloga. Najbardziej dla mnie wyjątkowym. Wreszcie udało mi się założyć firmę opartą na blogu. 10 lat temu nie przypuszczałabym, że moje blogowanie potoczy się w tym komercyjnym kierunku…

Bo ja po prostu chciałam pisać. Nie o świecie wymyślonym. Ten zbudowany w mojej wyobraźni zachowuję na kolejne powieści. Ale o życiu, o tym, co mnie spotyka. Wyżalić się, poczuć mniej samotną. Znaleźć osoby podobne do mnie, a może pomóc innym?

Właśnie to jest dla mnie kwintesencja blogowania. Przekazywanie swojego doświadczenia i wiedzy, by pomóc tym, którzy tej pomocy szukają. Jaki jest sens gromadzenia doświadczeń, jeśli nie można ich przekazywać dalej? Opowiadać o nich, dzielić się nimi?

Kocham poznawać nowych ludzi. Blogowanie daje mi możliwość poznawania tych, którzy mieszkają daleko. We Wrocławiu. W Warszawie. Albo we Włoszech czy Finlandii. Bez ludzi pisanie bloga nie ma sensu.

A aspekt komercyjny?

Pamiętam, jak mój dawny przyjaciel (teraz się do mnie nie odzywa, ciekawe, czy kiedyś się to zmieni – chyba nie podoba mu się kierunek, w którym podążyłam z blogiem) krytykował jedną z książek Tomka Tomczyka. Za to, że jej tematem było zarabianie na blogu i współpraca z firmami. Mój rozmówca wychodził z założenia, że blogowanie to musi być hobby, a na hobby się nie zarabia. Żeby mieć pieniądze, trzeba chodzić do etatowej pracy. Pasję odkłada się na później, na czas wolny.

Na początku roku borykałam się z decyzją, z czego zrezygnować, bo mam za dużo na głowie, a za mało czasu. Zdrowie psychiczne zaczynało naprawdę ostro szwankować. Nie spałam po nocach. Projekty nie posuwały się naprzód, bo kiedy próbuje się wszystko ogarnąć, w istocie nie ogarnia się nic. Moje życie dzieliło się na trzy główne kategorie: praca na etacie w wydawnictwie, pisanie książki i blogowanie właśnie.

Naturalnym byłoby zrezygnować z tego, co nie przynosi w zasadzie żadnego dochodu, nie? Bo przecież trzeba opłacić mieszkanie i jeść posiłki nieco bardziej wartościowe niż gruz. Poprosiłam więc kolegę, żeby zaopiekował się blogiem, ale przez jakiś czas się do mnie nie odzywał. W międzyczasie, po trzech latach pracy w wydawnictwie, spartoliłam po raz pierwszy w karierze prowadzony projekt. Najgorsze, że nie z mojej winy. Byłam totalnie bezradna.

Pomyślałam sobie wtedy, że gdybym ja była własnym szefem, nigdy nie dopuściłabym do takiej sytuacji. I że żadne pieniądze (choć na etacie i tak zarabiałam malutko; w tamtym okresie debet był moim najlepszym kumplem) nie są warte mojej męczarni. Złożyłam wypowiedzenie.

Absolutnie nie żałuję tej decyzji. Nie miałam żadnych oszczędności, więc wróciłam do domu rodzinnego. Choć blog już zaczął przynosić dochody, podejrzewałam, że to łut szczęścia i muszę zrezygnować z mieszkania, bo nie dam rady za nie płacić. Dodatkowo pojawiły się problemy zdrowotne. Zastanawiam się, jakbym pogodziła moje wizyty u rozmaitych lekarzy, gdybym pracowała dalej na etacie. Czy by mi uwierzono, że jestem poważnie chora mimo że wyglądałam normalnie?

Miałam tylko siebie. Swój czas, własne pomysły i zapał do ich realizowania. Potencjał, który uwolnić mogła tylko jedna osoba na świecie: ja sama!

Skupiłam się na pisaniu bloga. Bez żadnego planu, bo plan na 2018 to skończyć książkę i odzyskać równowagę zdrowotną oraz psychiczną. A klienci zaczęli przychodzić. Tutaj ktoś potrzebował recenzji książki, kto inny chciał pracować indywidualnie nad swoim nowym tekstem, jeszcze ktoś prosił o pomoc przy wydaniu… Zaczęło się kręcić.

Ale kasa jest obok. A na pierwszym planie stoi RADOŚĆ. Gdyby blogowanie nie przynosiłoby mi radości, na pewno bym tego nie robiła! I dlatego zwracam się do tych z Was, którzy wahają się, czy zakładać bloga, czy nie. Tu nie ma nad czym się zastanawiać. Jeśli chcecie tworzyć treści – róbcie to! To nie jest wcale skomplikowane! A przynosi tyle zabawy, wartości i fantastycznych doświadczeń, że tylko ten, który bloguje potrafi zrozumieć ogrom tych wspaniałości! Nikt inny!

A na poparcie moich słów przytaczam słowa trzech wspaniałych, charyzmatycznych kobiet. Blogerek.

Zacznę od tajemniczej wypowiedzi Blogierki. Czym jest dla niej blogowanie?

Dla mnie blog to przede wszystkim wentyl emocji i bardzo kreatywne hobby, które zupełnie przez przypadek pozwoliło mi się przebranżowić. 🙂

Z kolei Edyta z bloga Bezdzietnik.pl, zapytana o to, co sprawia jej radość w blogowaniu, udziela nieco dłuższej wypowiedzi.

Odkrywanie siebie. Proces pisania jest dla mnie nieustająco zagadkowy i fascynujący. Siadając do pisania, zwykle mam pustkę w głowie. Blade przeczucie tego, co chcę wyrazić. I nagle – przy sprzyjających okolicznościach – dzieją się cuda. Pojawia się jakieś skojarzenie. Pierwsza refleksja. Pierwsze zdanie. I tekst zaczyna mnie prowadzić. Gdy jest już gotowy, często zastanawiam się, skąd mi się to wzięło – to słowo, myśl, metafora. Bez tego cudownego stanu skupienia nigdy bym ich w sobie nie odkryła. Oczywiście pisanie to również ciężka praca, niekiedy wręcz mordęga, ale te niezwykłe momenty olśnienia wynagradzają mi wszystkie ciemne i puste godziny spędzone nad milczącą klawiaturą.

Najdłużej wypowiedziała się Dagmara, twórczyni bloga socjopatka.pl i myślę, że jej słowa dopełnią całokształtu piękna blogowania.

Mogłabym napisać, że sam akt pisania, bo kocham to robić. Jednak pisanie to tylko część tego, co spotkało mnie odkąd bloguję i co zarazem daje mi radość. Przede wszystkim nigdy nie sądziłam, że blogowanie pozwoli mi tak bardzo poszerzyć swoje horyzonty i otworzy przede mną tak wiele nowych drzwi. I myślę, że to, czego zupełnie się nie spodziewałam, daje mi dziś największą radość.
Dzięki blogowaniu zrozumiałam, że bez żadnych środków finansowych ja również mogę pomagać, zarazem się w tym realizując. To dzięki blogowaniu zaangażowałam się w wiele kampanii społecznych, stworzyłam własne akcje nagłaśniające społeczne problemy, czy promujące czytelnictwo, a także poznałam dzięki tym działaniom wiele wspaniałych osób.
Inni Twórcy Internetowi są dla mnie ogromną inspiracją, a dzięki temu, że oni inspirują mnie, ja później mogę dzielić się tą energią z innymi. To takie wzajemności, które przyczyniają się do podawania dobrych rzeczy dalej.

Jednak to, co najbardziej kocham w blogowaniu to zaskoczenie jakie daje. Dzięki swojemu miejscu w sieci, nieraz dostaję tak wyjątkowe propozycje, że trudno w nie uwierzyć. Zaproszenie do redakcji magazynu „Chcemy być rodzicami”, zaproszenie do wypowiedzi eksperckich w popularnych mediach, bycie redaktorem w pierwszym czasopiśmie dla blogerów i wiele innych.
Bywa, że niektóre propozycje wyprzedzają moje wszelkie marzenia i ambicje i nieraz wymagają opuszczenia mojej strefy komfortu – ale nigdy żadne inne zajęcie nie pozwoliło mi rozwinąć skrzydeł, jak właśnie blogowanie. 🙂
I ta niepewność, co jutro dobrego się wydarzy, czym zaskoczy mnie życie i blogosfera – daje mi ogromną radość.

Napisałam do dziewczyn, bo chciałam, by swoimi świadectwami zainspirowały Was do otworzenia się na blogosferę. Wierzę, że każda z nas i każdy z nas przeżył sporo i ma w sobie wiedzę, by dzielić się tymi doświadczeniami z ludźmi dookoła. Czasem łatwiej się otworzyć w Internecie niż przed bliskimi znajomymi… Czasem łatwiej napisać, niż powiedzieć głośno…

Nie macie pojęcia, jak mi się miło zrobiło, kiedy w każdej z trzech powyższych wypowiedzi znalazłam samą siebie. Blogowanie to wspaniałe hobby, mogące stać się równie wspaniałą formułą zarabiania pieniędzy. Która daje wolność. Przyjaźnie. I przy tym niesamowicie rozwija.

Życzę Wam wszystkim, byście w tym, co robicie w życiu, odnajdywali tyle spełnienia, ile my w blogowaniu.

A jeśli chcecie dołączyć do grona blogerów – nie czekajcie.

Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję, że jesteście.

Wasza

 

10 porad dla początkujących blogerów

Jak wyzwolić w sobie kreatywność? 10 sposobów na to, by codziennie wpadać na genialny pomysł!

Marzec, czyli chwila, kiedy trzeba się puścić – oburącz.

10 porad dla początkujących blogerów

10 porad dla początkujących blogerów

A zatem stało się. Chcesz założyć bloga, pisać dla ludzi i dzielić się własnym doświadczeniem publicznie. Wspaniale! Część osób zapewne zacznie spoglądać na Ciebie z pobłażaniem. Inni będą Ci otwarcie powtarzać, że tracisz czas na pierdoły. Sama może nawet w pewnym momencie zaczniesz tak myśleć. Ale nie słuchaj złych doradców i leniwego mózgu! Mnie posłuchaj, bo mam dla Ciebie 10 porad dla początkujących blogerów!

Zanim jednak przejdziesz do lektury, chcę Cię uprzedzić, że prowadzenie bloga nie jest jednoznaczne z byciem blogerem. W czasach, w których żyjemy, każdy może założyć bloga w kilkanaście sekund. Ale to, że ktoś jest blogerem, nie oznacza wg mnie, iż wrzuca co jakiś czas posty na bloga, bo ma taką potrzebę. Bloger to osoba, która żyje tym, co tworzy w Internecie. Jest osobą kreatywną, przedsiębiorczą oraz otwartą na ludzi. 

Dlatego, zanim zaczniesz, wiedz, że nie możesz spodziewać się wspaniałych wyników, jeśli nie przyłożysz się do pracy. To, że aktualnie blogerzy i YouTuberzy pojawiają się tak często w mediach i stają celebrytami, nie jest dowodem na to, że blogowanie jest łatwe i przyjemne. Za postaciami takimi jak Michał Szafrański, Andrzej Tucholski  czy Jason Hunt kryją się lata ciężkiej harówy. Nawet, jeśli ten ostatni twierdzi inaczej.

Skoro w dalszym ciągu zamierzasz blogować, mam dla Ciebie 10 porad. (Miałabym ich ze 100, bo bloguję już z dekadę!). Najważniejsze rzeczy w pigułce przedstawiam poniżej.

1. Ustal grupę docelową

Może Ci się wydawać, że piszesz do wszystkich. I że popularność bloga oznacza właśnie to, że Twoje teksty zna dosłownie każdy! 
Ale prawda jest inna.
Powinieneś wybrać konkretną grupę, do której będziesz kierować swoje teksty. Jeśli piszesz o gotowaniu, Twoimi odbiorcami pewnie będą… ludzie, którzy lubią gotować. Blog o literaturze? Mole książkowe!
Zainteresowania to tylko wierzchołek góry lodowej. By obrać konkretną grupę docelową, zastanów się, ile lat powinni mieć Twoi czytelnicy, w jakim mieście żyją, jaką pracę wykonują, a nawet w jakich sklepach robią zakupy…
Po co? 
Powodów jest mnóstwo. Dzięki temu będziesz mógł dopasować swój styl pisania do ich upodobań, dzięki czemu łatwiej nawiążesz więź ze swoją grupą. W przyszłości lepiej zaprogramujesz swoje reklamy albo będziesz mógł znaleźć czytelników również w innych miejscach, nie tylko z blogosferze. 
Pisanie bloga nie jest jak pisanie książki. Pisarz może być sam dla siebie, ale bloger musi być dla ludzi.
Zdradzę Ci sekret. Mam ustaloną grupę docelową, ale kiedy piszę, wcale o niej nie myślę.
Nie piszę do zbiorowiska osób o podobnych zainteresowaniach, takich jak pisanie, blogowanie czy czytanie książek. 
Kiedy piszę, mam przed oczami tylko jedną, jedyną osobę. 
I jesteś nią Ty. 
Dzięki temu, że wyobrażam sobie właśnie Ciebie, poszczególną osobę, jest mi łatwiej do Ciebie pisać. I mam nadzieję, że Tobie łatwiej mnie czytać. Chciałabym, byś wiedział, że masz mnie na wyciągnięcie ręki. Jestem tu dla Ciebie!

2. Naśladuj swoich blogowych idoli

Jeśli ich masz, przestępstwem byłoby nieskorzystanie z ich doświadczenia! Nie oznacza to plagiatowania ich tekstów, ale jeśli widzisz, że Twój idol w swoim poście nie rozwinął pewnego tematu, może to być dla Ciebie inspiracja do tworzenia treści. 
Moim idolem został ostatnio Michał Szafrański. Mimo że pisze o oszczędzaniu pieniędzy, a ja jestem mistrzem w ich trwonieniu, chwyty marketingowe, które stosuje na blogu oraz teksty jego książek stanowią dla mnie źródło niewyczerpanej inspiracji. Z kolei Janina, o której też usłyszałam całkiem niedawno, przypomniała mi, że również mam poczucie humoru, więc głupio byłoby tego nie wykorzystywać w pisaniu. Choć nie po drodze mi z niektórymi jej poglądami, często wpadam do niej, by poczytać nowe perypetie i załapać własne flow

3. Nie lekceważ potęgi social media…

Blogowanie to naprawdę nie jest tylko pisanie kolejnych postów. To tworzenie treści na wszystkie inne media – Facebooka, Instagram, Pinterest, Twitter, itd… To tam są Twoi ludzie! Wykorzystaj social media, by przyciągnąć ich do siebie! Prezentuj nie tylko ciekawe teksty, ale i piękne zdjęcia! Przy okazji, możesz polubić na Facebooku i moją stronę:

Odpowiadaj na komentarze na swoim fanpage’u, załóż grupę dla osób, które mają podobne zainteresowania lub reklamuj się w innych grupach. Kontaktuj się ze swoimi czytelnikami wszystkimi możliwymi kanałami! 

4. … ale zbieraj również adresy mailowe.

Bo kiedy zwracasz się w wiadomości mailowej bezpośrednio do swojego czytelnika, to najbliższa forma Waszego kontaktu. Zresztą, wyobraź sobie, że Facebook może w każdej chwili paść ofiarą złośliwych hakerów. Wszystkie Twoje kontakty przestają wtedy istnieć? Nie! Bo masz adresy mailowe swoich czytelników i możesz w każdej chwili je wykorzystać. Czy to do poinformowania o nowym poście, czy o kursie, który stworzyłeś. To najcenniejsze, co możesz mieć od swojego czytelnika. 

A propos!
Koniecznie dołącz do Fabryki! Subskrybuj, uzupełniając poniższy formularz:

Ile kosztuje wydanie książki? Ile można zarobić na książce?

Przygotowałam dla Ciebie specjalny kalkulator, który powie Ci, ile rzeczywiście powinieneś zapłacić za wydanie swojej książki. Kalkulator pozwoli Ci zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych!
Dodatkowo opracowałam harmonogram wydania książki, który pokaże Ci, jakie czynności trzeba wykonać i ile mogą one potrwać.
Dzięki dwóm historiom bohaterów, z case study Zbyszka i Emki, zobaczysz, na co warto uważać w trakcie współpracy z podwykonawcami i wydawnictwem.
Ponadto przygotowałam kalkulator zysków, dzięki któremu zobaczysz, ile zarobisz na sprzedaży książki współpracując z hurtownią, a ile sprzedając książkę samodzielnie!
Wszystko w prostej formule dzięki tabelkom Excela! Wystarczy, że podasz swój e-mail, a kalkulator i dodatki trafią na Twoją skrzynkę.
* pola wymagane
/ ( mm / dd )

5. Cierpliwość to podstawa.

Nie oczekuj, że staniesz się gwiazdą już po roku regularnego pisania postów. Nie licz na to, że wydarzy się to nawet po pięciu latach.
Usłyszałam gdzieś, że to siódmy rok prowadzenia bloga jest przełomowy.
I mogę to potwierdzić własnym przykładem. Wreszcie zaczęłam zarabiać i otworzyłam własną działalność gospodarczą bazującą na blogu. Ale czy jestem na okładkach czasopism? Nie i prawdopodobnie szybko na nich nie zagoszczę. Czy mam tysiące obserwujących? Nie, podąża za mną około tysiąca osób. Czy mi to przeszkadza? Nie. Jestem z tego dumna. Dlaczego?
Bo czytasz mnie Ty.
A o Ciebie tylko tak naprawdę mi chodzi. 

6. Pamiętaj o systematyczności. 

Z tym mam największy problem. Na początku mojego blogowania, zdarzało się, że nie w każdym miesiącu na www wisiał nowy wpis. Teraz, ponieważ blog to moje główne zajęcie, nie mam problemu z dodaniem i trzech notek tygodniowo. A to zasługa mojej listy z inspiracjami! Obecnie jest na niej 60 pomysłów na kolejne teksty. Wystarczy usiąść na tyłku i zacząć pisać, bo nie muszę zastanawiać się nad nowymi postami. A jak rozbudzić w sobie kreatywność i stworzyć za jednym zamachem tak ważną listę? Zapraszam do lektury postu na ten temat.

7. Bądź blogerem w realu.

Bo www i social media to nie wszystko. Zdziwiony? Era anonimowych blogerów piszących spokojnie zza biurka w ciemnym pokoju już minęła. Teraz trzeba prezentować się również pośród codzienności. Mów swoim znajomym z pracy, że prowadzisz bloga, informuj o tym rodzinę i sąsiadów. (Chyba, że Ci wstyd, ale jeśli tak jest, nie powinieneś być blogerem). Bądź obecny na imprezach dla blogerów (Blog Forum Gdańsk, See Blogers, BlogTej i dużo, dużo innych!) oraz poznawaj nowych ludzi. Nieustannie! 

8. Zadbaj o wygląd i funkcjonalność bloga.

Postaraj się chociaż w niewielkim stopniu ogarnąć edytor tekstu WordPressa. Dowiedz się, czym jest hosting i domena. Kup szablon. A jeśli nie, znajdź od tego specjalistę. (Zapraszam do kontaktu na fabrykadygresji@gmail.com, zajmujemy się również obsługą stron www). Pamiętaj, że estetyka musi iść w parze z funkcjonalnością. Nowoczesne szablony na WordPressa mają do siebie to, że można z nich stworzyć prawdziwe dzieła sztuki, które umilą czytelnikom odwiedziny Twojego bloga. Pamiętaj, że kupuje się oczyma, a Ty, jako bloger, sprzedajesz przecież swoje teksty.

9. Kładź nacisk na jakość postów.

Wychodzę z założenia, że lepiej nie publikować nic, niż puszczać w eter bezwartościowy tekst. Jeżeli nie mam ochoty za bardzo dopracowywać go językowo, nie mam akurat humoru, więc nie będzie ani pięknie, ani zabawnie, staram się, by był chociaż pomocny innym. Jeśli nie mogę zagwarantować tego ostatniego… Po co w ogóle mam pisać? Gdy nie masz nic mądrego do napisania, odpuść sobie. Nie zmuszaj ludzi do wchodzenia na Twój blog, gdzie nie znajdą niczego, co ich zainteresuje. Szanuj ich czas, jeśli chcesz, by i Ciebie szanowano.

10. Pamiętaj, że Twoja siła to Twoi czytelnicy.

Mimo tego że ludzie wciąż jeszcze podśmiechują się z blogerów, jest to ewidentnie zawód przyszłości. Skoro można już się uczyć blogowania na uniwersytecie, znaczy, że jest dobrze! Ale skoro jeszcze nie studiujesz blogowania i aktualnie nie masz możliwości wzięcia udziału w kursie tworzenia treści, a inspiracji nagle zabrakło, zdaj się na swoich czytelników. Po prostu ich zapytaj, o czym teraz najchętniej by poczytali. Jeśli masz jakiś problem, nie wahaj się im o nim opowiedzieć. Wspólnie poszukajcie rozwiązania. Nie traktuj swoich czytelników jak klientów, mimo że jesteś sprzedawcą treści oraz własnej marki osobistej. Blogowanie to cudowne, interdyscyplinarne zajęcie, które łączy pracę z pasją oraz… przyjaźnią! To sport społecznościowy, który sprawia, że ludzie zaczynają trzymać się razem! 

Dzięki nowym znajomościom możesz podłapać nowe kontakty, odkryć wspaniałych ludzi oraz poczuć się bardziej wartościowym. 

Zazwyczaj myśli się, ile pracy trzeba włożyć bloga. Ale dzięki jego czytelnikom zyskuje się coś bardziej znaczącego niż pieniądze. 

Bezcenne doświadczenia i fantastyczne wspomnienia. 

Życzę Wam, by blogowanie było dla Was, tak jak dla mnie, fantastyczną przygodą!

Wasza

Jak znaleźć motywację do pisania bloga?

SHARE WEEK 2018

Jak wyzwolić w sobie kreatywność? 10 sposobów na to, by codziennie wpadać na genialny pomysł!

 

SHARE WEEK 2018

SHARE WEEK 2018

Andrzej Tucholski jest dla mnie synonimem słowa blogowanie.  Gdyby nie jego działalność jeszcze za czasów jestkultura.pl, nie odnalazłabym swojego miejsca w sieci. W tym roku pierwszy raz biorę udział w jego akcji Share Week. To już siódma edycja, a ja dopiero teraz ośmieliłam się w niej wystartować. Dlaczego?

Odpowiedź jest prosta: jeszcze dwa lata temu nie czytałam blogów. Blogosfera była tak zaśmieconym miejscem, taką chaotyczną społecznością, że nie miałam swojego zakątka sieci, nie licząc kilku blogów, których autorki recenzowały książki. Kilka lat temu działałyśmy razem z dziewczynami w blogowym świecie fan fiction. Pisałyśmy tasiemce osadzone w świecie Harry’ego Pottera, Bleacha czy Eragona.  Oceniałyśmy literackie wyczyny innych osób. Potem rozeszłyśmy się w różne strony.

I dopiero niedawno, zupełnie nieświadomie, zrozumiałam, że moje serce zostało skradzione przez kilka blogów, na które mimowolnie powracam. Nie zawsze pamiętam, od kiedy zaczęłam przygodę z czytaniem wpisów konkretnego autora, ale cały czas w głowie kołacze mi się kilka adresów. Głównie są to blogi tworzone przez kobiety z charakterem, o wielkich sercach i umysłach. Ale niespełna dwa miesiące temu trafiłam na genialny blog, o którym napiszę na samym końcu. To zdecydowanie odkrycie tego roku.

Zacznijmy wszak od początku.

Kogo polecam podczas SHARE WEEK 2018?

Riennahera

riennahera

Nie wiem, czy ją lubię. Czasem jej wpisy wbijają mnie głęboko w ziemię, przypominając, że jestem tylko człowiekiem. Choć otacza się przepięknymi rzeczami, bywa, że irytuje mnie jej materializm. Nie wiem, może zazdroszczę jej wyczucia stylu, którego mi zdecydowanie brakuje.

Abstrahując od powyższych, czytam bloga Marty już od wielu lat i nie mogę przestać. Nawet, jeśli nie do końca potrafię ją polubić czy zrozumieć, odczuwam w ogromnej mierze to samo. Lektura niektórych wpisów sprawia, że jest mi mniej samotnie. Szanuję przeogromnie za subtelne poczucie humoru, wyważony język i lekkie pióro. I piękno Instagramu. Jeśli miałabym się od kogokolwiek uczyć, jak prowadzić konto, wykupiłabym warsztaty od Riennahery.

Pani Miniaturowa

miniaturowa

To z kolei kobieta o wiele bardziej energetyczna. Wyrzuca z siebie teksty z szybkością karabinu maszynowego. Pisze prosto i szczerze, humor ma dosadny, pióro zamaszyste. Lektura jej bloga zawsze poprawia mi humor i dodaje animuszu. Siła, która bije z tych tekstów, potrafi naprawdę dać niezłego kopa. Pani Miniaturowa to wspaniała kobieta, która jest dla mnie zwyciężczynią w każdej życiowej kategorii. Jeśli coś Was przerasta, polecam przeczytać obojętnie który wpis i od razu poczujecie się mocniejsi, gwarantuję.

Lady Pasztet

ladypasztet

Styl i klasa. To właśnie Lady pokazała mi piękno feminizmu. Poleca rewelacyjne książki, świetne seriale i pisze o świecie, w którym jest pełno niesprawiedliwości dla naszej płci, ale też piękno tego, że nie poddajemy się i wciąż idziemy do przodu. Każdy wpis jest bardzo mądry, wartościowy, przemyślany oraz dopracowany. Traktujący o zwykłej codzienności, ale pełen wzniosłości, której często tak nam w życiu brakuje.

Żadna kolejna miłostka

plusa

Marta to wojowniczka i pisarka. Silna, młoda kobieta, która nie boi się krzyczeć, że feminizm to super sprawa, a orgazm jest lepszy od gotowania. Głosi bez jakichkolwiek oporów, że dobrze jest pracować nad swoim silnym duchem i silnym ciałem. Swoim przykładem pokazuje, że jak czegoś chcesz, to możesz to osiągnąć, nawet jeśli inni próbują Cię zatrzymać. To kobieta-drapieżnik, której teksty potrafią być jednocześnie ostre jak żyleta i słodkie jak różowy lukier.

Dopracowani

dopracowani

Oto blog kobiety pracowitej, uzdolnionej artystycznie i mającej najsłodszego buldoga w polskiej blogosferze. Bombur jest po prostu boski. Magda Ostrowska pokazuje, że biznes może i jest trudny, wymaga mnóstwo zaangażowania oraz bywa problematyczny, ale przy tym niesamowicie rozwija, daje mnóstwo satysfakcji, wyzwala w nas nowe pokłady energii oraz uczy mądrości i człowieczeństwa. Najważniejsze, to nigdy nie zapominać o sobie i robić wszystko z miłością. Tak, gdy w pracy ciężko albo potrzebuję inspiracji czy motywacji, wówczas zaglądam właśnie tu i szczerze polecam!

Bezdzietnik

bezdzietnik

To jedno z najnowszych i najmilszych blogowych odkryć. Wiecie, jestem jedynaczką i jakoś szczególnie nie narzekam z tego powodu, ale gdybym miała mieć siostrę, chciałabym, by była tak miła, szczera, zabawna, mądra i śliczna jak Edyta. Życiowy minimalizm, podróżowanie, siła ducha i uśmiech – tego wszystkiego doświadczycie, czytając Bezdzietnik. To blog pisany w bardzo świadomy sposób, choć jednocześnie lekko i ironicznie. Z pazurkiem, powiedziałabym, który nie rani, ale drapie po łepetynie, zmuszając czytelnika do myślenia.

No i na tle tych wszystkich piszących kobiet, tych artystek, rzemieślniczek, przedsiębiorczyń i wojowniczek…

On.

Storyofalife.pl

story

Młody, czarujący, o wyrazistym spojrzeniu, którego miałam okazję poznać osobiście. O ogromnym talencie publicystyczno-literackim, o zaraźliwej pasji do ludzi, zdolny niesamowicie, głodny życia, pozytywny wariat. Świetny fotograf przy okazji. Dziennikarz. Podróżnik. Fajny ziomek. Jego teksty są jak wiatr pachnący wolnością, bo ich lektura przenosi nas do najdalszych zakątków świata oraz naszych własnych serc, by lepiej je poznać. To, co normalne, potrafi przedstawić w niezwykły sposób. To, co zaskakujące, opisuje prosto, by każdy czytelnik zapragnął zrozumieć i przestać się dziwić. Jeździ rowerem po Polsce i puka do drzwi obcych ludzi, by pokazać prawdziwość i szczerość.

Krzysztof Story.

Kurczę, Krzyś, wiesz, o czym mi przypomniałeś? O patosie w zwykłych rzeczach, o tym, że każda przeżyta chwila zasługuje na wzniosłość, bo życie jest cudem. Bardzo Ci za to dziękuję.

Jeśli jesteś tym, co czytasz (a wiemy, że tak jest), stałam się już stuprocentową feministką z nutką podróżniczki. Ale nie ma co się szufladkować. Co rok, to obyczaj, zobaczymy, czy przyniesie kolejny rok, co mam zamiar uczestniczyć w akcji również w kolejnych latach (skoro opuściłam już sześć wcześniejszych edycji, muszę się zrehabilitować). A Wy dajcie mi znać, co czytacie, skoro teraz już wiecie, jakie są moje blogowe typy i możecie polecić coś podobnego.

Serdeczności!

Wasza

Emilia

Dzień, w którym próbowali zamknąć mi usta

Dzień, w którym próbowali zamknąć mi usta

Nie powinnaś była tego pisać. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy słyszałam to zdanie. Albo: wstyd, że opowiadasz takie rzeczy publicznie. Albo jeszcze pełne wyrzutu: jak mogłaś tak mnie podsumować na blogu! Pamiętam też: ale musisz mieć wielkie ego, skoro piszesz o sobie bloga. Za każdym razem, kiedy spotykałam się z takimi zdaniami pod swoim adresem, brałam je głęboko do siebie. Bolało.

Czasem dalej boli, zwłaszcza, jeśli coś takiego mówi własna mama. Na szczęście, było to dawno, dotyczyło Piromanów, nie bloga, no i racja była po obu stronach. Książkę oczywiście trudniej unicestwić niż bloga, bo tak, zastanawiałam się nad jego usunięciem, też sporo czasu temu, po zrozumieniu, że moi znajomi mnie czytają. I część z nich widziała siebie w zupełnie innych opisywanych przeze mnie ludziach. (Bossy widział siebie pewnie w każdym akapicie*). W końcu jednak zamiast podawania mglistych przykładów, stwierdziłam, że będę szczera. Jeśli będę wspominać o innych ludziach, to z imienia i nazwiska, ewentualnie ksywy lub przez pryzmat tego, kim dla mnie ta osoba jest. Powtórzę: chciałam być szczera i prawdomówna.

I wtedy się okazało, że prawda nie istnieje.

Inspiracją do napisania tego wpisu jest post Miniaturowej, która wychodzi z założenia, że tak długo, jak jesteś uczciwy i nie zdradzasz sekretów, zwłaszcza tych rodzinnych, możesz sobie spokojnie pisać bloga i wszystkich, co na Ciebie psioczą, mieć po prostu w poważaniu. To piękne założenie. Utopijne. I dla mnie nie do zrealizowania.

Z dwóch powodów.

Pierwszy problem tkwi w mojej osobowości. Boję się mówić ludziom prosto w twarz, co mi się w nich nie podoba. Na blogu zaś jestem większym kozakiem. I nie chodzi o to, że krytykuję moich znajomych na forum publicznych, o nie! Tylko bardziej zdecydowana jestem, wystukując słowa na klawiaturze niż konfrontując się w cztery oczy z innym człowiekiem. Potem niektórzy myślą, że jestem odważna i wygadana. Błąd. Mam problemy z podejmowaniem decyzji i zdarza mi się nawet, że momentami zmieniam się w jąkałę. Dodatkowo temperament mam taki, a nie inny, więc zachodzą podejrzenia o mojej dwubiegunowości. Najpierw, w rzeczywistości, łażę wkurzona i rzucam mięsem na prawo i lewo, a kiedy wieczorem opisuję jakąś sytuację na blogu, potrafię już być całkowicie zen. Zatem część ludzi myśli sobie: ale fałszywe z niej krówsko. Nie chcę być fałszywa. Czasami (zwłaszcza w ostatnich miesiącach) po prostu częściej się boję, więc tracę pewność siebie i takie są efekty.

Drugi problem jest taki, że życie potrafi być cholernie skomplikowane. Niektóre historie, które przydarzają się mnie lub moim znajomym, zasługują bez wątpienia na opisanie. Po to, by kogoś ustrzec przed podobnymi wydarzeniami. Albo pokazać, że mimo wielu przeszkód można dalej żyć z wysoko podniesioną głową. Ale nie da się. Czasem czarne charaktery, na które trafiamy w swoim życiu, są zbyt znanymi, wpływowymi osobami i mogą nam zrobić jeszcze większą krzywdę. Innym razem, nawet z najlepszymi intencjami, możemy być źle zrozumiani, bo ci, którzy nas czytają, oceniają nas własną miarą, a nie zawsze ich sumienie jest czyste jak łza. Kiedy indziej trzeba po prostu dojrzeć, by podjąć się jakiegoś tematu, więc choć coś bardzo mnie gryzie, o czymś bardzo chciałabym napisać, czuję, że to jeszcze nie czas. A ten może nigdy nie nadejść. I to dodatkowo boli.

Ostatecznie dzień, w którym ludzie próbują zamknąć mi usta, przydarza mi się bardzo często. Ale tym akurat się nie przejmuję, bo wiem, że z moją pisaniną zawinę się dopiero po śmierci. Nie piszę po to, by pisać, tylko po to, by zmieniać świat na lepsze. Świadoma jestem tego, jak bardzo słowa mogą krzywdzić, ale wierzę również w ich uzdrawiającą moc. To dla Was, moich Czytelników, chcę być coraz odważniejsza i mądrzejsza. Jak najlepiej potrafić dobierać słowa, by moje intencje były jasne w przekazie.

Dlatego tak długo, jak będziecie czuli, że pomagacie swoimi tekstami choć jednej osobie, warto, byście prowadzili swoje blogi. Nawet, jeśli zalewa Was fala hejterstwa albo złośliwości ze strony innych osób. Oni nie wiedzą, jak wiele odwagi trzeba, by tworzyć, zwłaszcza w takiej formie, jaką jest blog. Jak wiele delikatności, mądrości i pracy trzeba włożyć w to, by nasze słowa stanowiły prawdziwą wartość. Nigdy o tym nie zapominajcie.

Z życzeniami spokojnej pracy twórczej,

Wasza

Emilia
_______________________________________
* Bossy, wiesz, że się droczę. Tłumaczę się, bo wiem, że czytasz i dostanie mi się po uszach, ale czymże byłby świat bez Twoich drobnych złośliwości? Cieplutko pozdrawiam!