Samotność zaklęta w japońskich drzeworytach, niedokończone melodie czarno-białych klawiszy, niezrozumienie, niepełnosprawność. Najnowsza powieść Jakuba Małeckiego Nikt nie idzie wzrusza już od pierwszych stron. Ale zdecydowanie nie powala na kolana.

Olga spotyka Klemensa przypadkiem. Chłopaka akurat spotkała potworna życiowa tragedia i Olga nie może przejść obok niego obojętnie. Zaprasza do siebie Klemensa. Stara się dowiedzieć o nim jak najwięcej, sama przy okazji odkrywając przed czytelnikiem własne sekrety. To z jej opowieści poznajemy trzeciego głównego bohatera Nikt nie idzie, czyli Igora. W międzyczasie narrator przedstawia losy matki Klemensa. Łącznie mamy zatem do czynienia z czwórką postaci, z których każda doświadczyła niewysłowionej wręcz straty. U Małeckiego smutek goni smutek.

Gdybym wcześniej nie czytała Rdzy i Dżozefa, pewnie uważałabym najnowszy tytuł Małeckiego, który swą premierę ma 31 października, za istny hit, nokautujący inne polskie powieści współczesne. Kończyłam lekturę, zalewając łóżko fontanną łez. Autor przyzwyczaił mnie do tego, że wszystkie rozrzucone przez fabularne puzzle łączą się ostatecznie we wspaniałą, epicką kanwę. No, ale to wszystko już było. Małecki niczym mnie nie zaskoczył. A bohaterami niestety rozczarował.

Jakub Małecki – Rdza

Bo tak, jak całkiem podoba mi się świat przedstawiony, czyli Kalisz, miejsce dorastania bohaterów oraz smutna Warszawa ich dorosłości, tak sami bohaterowie bardzo mnie do siebie zrazili. W zasadzie bez większego wysiłku dorabiają się dużych pieniędzy. Nie mają w życiu celu. Pustkę w swoim życiu chcą zapełnić miłością do siebie. Poważny problem ich przeraża, nie potrafią ze sobą porozmawiać. Są już poważnie dorośli, ale uciekają od odpowiedzialności. Czy naprawdę tak wygląda nasze pokolenie i w ten sposób Małecki chciał je skrytykować? Jeśli tak, to perfekcyjnie uchwycił miałkość żyjących współcześnie ludzi i bezcelowość ich egzystencji. Ale mi się to nie podoba.

To dlaczego tak się spłakałam jak bóbr, skoro bohaterowie mnie nie urzekli?

Ze względu na relację Olgi z jej ojcem. Uważam, że dla tych kilka akapitów naprawdę warto przeczytać Nikt nie idzie. Oczywiście jestem przekonana, że ci z Was, którzy jeszcze nie mieli do czynienia z Małeckim, będą absolutnie zachwyceni powieścią. Ale mnie najbardziej właśnie oczarował wątek nie grającego już pianisty i jego córki.

Jakub Małecki – Dżozef

W zasadzie to jestem pewna, że autora Nikt nie idzie stać na dużo więcej. Zresztą, może to nie jest tak, że nie zachwyciła mnie jego książka, ale nasz współczesny świat, który autor wiernie odwzorował na kartach swojej powieści? Może dużo bardziej porwały mnie Rdza i Dżozef, bo ludzie urodzeni pięćdziesiąt lat temu żyli w ciekawszym świecie, mieli mocniejsze osobowości i potrafili bardziej mi zaimponować? Może Olga i Igor za bardzo przypominają mi ludzi, których spotykam na co dzień?

Werdykt: ładna to była książka. W trakcie czytania sponiewierała mnie emocjonalnie, ale wątpię, bym myślała o niej jeszcze długo po skończeniu lektury.

Czy polecam? Owszem, bo czas na jej lekturę na pewno nie będzie zmarnowany. Zwłaszcza, jeśli z Małeckim wcześniej nie mieliście do czynienia. Ale do mojego top 10 polskiej literatury współczesnej na pewno nie trafi.

Za możliwość przedterminowego zrecenzowania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN i Madison Media.

A jeśli Wam spodobał się tekst recenzji, zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Jak Wasze odczucia w stosunku do twórczości Małeckiego? Mieliście już okazję przeczytać Nikt nie idzie, czy czekacie na premierę? Koniecznie dajcie znać, jak spodobali się Wam bohaterowie. Może tylko ja miałam takie odczucia?

Wasza