25 lutego (czyli miesiąc temu) bieżącego roku Fabryka Dygresji skończyła 7 lat. W tym czasie dokonała się istna rewolucja. Nie tylko w moim życiu. Również w życiu części z Was. Chcecie mieć czarno na białym, co dokładnie powstało dzięki naszej synergii? Zapraszam na notkę upstrzoną śladami po jedzonych cukierkach i łzami. Początkowo depresji, ostatecznie wielkiej ulgi.

Poniżej przedstawiam dowód z 2005 roku, mojego drugiego pamiętnika. Pierwszy zaczęłam pisać w wieku sześciu lat i niestety nie mogę go znaleźć. Ale ten drugi to taki pierwszy. Nie miałam jeszcze skończonych trzynastu lat, ledwo zainstalowali nam w domu pierwszą Neostradę, a ja już chciałam stać się dzieckiem blogosfery.

Cieszę się, że po niespełna piętnastu latach mogę wreszcie uznać wszystkie punkty z tej listy za zrealizowane. Trochę to trwało, ale wreszcie czuję się prawdziwą blogerką. Początki nie były jednak kolorowe. Z jednego tylko powodu: nie wiedziałam, po co mam pisać bloga.

Chcieć to za mało. Żeby gdzieś dotrzeć, trzeba wiedzieć, dokąd chce się w ogóle pójść.

Przez długi czas kierowała mną pycha. Przyznaję się do tego bez bicia. Moje swawolne, nadęte ego jest dobrze widoczne w tekstach pisanych ledwo cztery lata temu. Pamiętam, jak w 2015 roku napisałam tekst tylko po to, by wzbudzić kontrowersje. Hejt na vlogerki książkowe miał zmusić czytelników do myślenia, ale napisałam go głównie dlatego, że wiedziałam: negatywna emocja sprzedaje się dużo szybciej niż pozytywne wartości. Niestety, procentuje też smrodem, który rozchodzi się po gaciach. I bolesne skutki tejże twórczości przełożyły się na życie osobiste jednej z bliskich mi osób.

Nie potrafiłam wziąć odpowiedzialności za to, co się stało. Nie rozumiałam, czemu ludzie tak się przejmują tym, co napisałam. W końcu jednak do mnie dotarło, co to znaczy być odpowiedzialnym twórcą. Co to znaczy byś osobą świadomą.

Wreszcie zrozumiałam to, co sama powtarzałam wiele razy początkującym pisarzom:

Jeśli chcesz pisać dla siebie, pisz do szuflady.

Teraz z całym przekonaniem mogę dodać do tej frazy kolejną część:

Publikuj dopiero, kiedy chcesz pisać dla ludzi.

Ostatnio rozmawiałam z przyjaciółką, która powiedziała, że co najmniej połowa wszystkiego, co zostało napisane, jest bez sensu. Nie ma najmniejszej wartości. Tak, tekst napisany tylko dla siebie to nie jest przepis na bestseller. To jak z tymi prześmiewczymi notkami na bloga, pisanymi z pazurem i ciętą, złośliwą ripostą. To się sprzeda, i to szybko. Ale takie rzeczy nie będą dobre. Do tego zostawią po sobie złą sławę.

To jedna z tych rzeczy, które chcę Wam przekazać.

Tak naprawdę blog ruszył pełną parą w momencie, kiedy zaczęłam mówić o swoim doświadczeniu na blogu. Dzielić się własnymi przemyśleniami i wskazówkami najszczerzej, jak potrafię, a jednocześnie grzecznie, kulturalnie, dużą dozą wrażliwości. Stało się to dokładnie w momencie, w którym tego potrzebowałam. Myślę, że wcześniej po prostu nie byłam przygotowana na tę mądrość oraz ewentualne sukcesy. Zmarnowałabym je, myśląc, że zawdzięczam je tylko sobie. A to przecież nieprawda.

Ja sama sobie nie nabijam 9K odsłon bloga miesięcznie. Nie wiem, czy to w ogóle wykonalne. Raczej nie, bo musiałabym korzystać z kilku tysięcy IP. Chyba, nie znam się.

Wiecie, bywałam wcześniej sfrustrowana, że nikt nie czyta bloga, bo nie ma komentarzy, nie ma realnego odzewu, tylko jakieś cienkie słupki w Google Analytics. Ale za każdym z tych słupków stał przecież jakiś człowiek. Choćby jeden człowiek, któremu pomógł choć jeden mój tekst. To samo w sobie jest warte tych całych siedmiu lat pisania bloga. I kiedy to sobie uświadomiłam, więc przestało i zależeć na wielkiej aktywizacji uczestników, wtedy zaczęliście się odzywać.

Wy, moi czytelnicy, uratowaliście mi tyłek z niezłych opałów.

Dziesięć miesięcy temu zerwałam z etatem i zostałam tylko z debetem do spłacenia. Wiedziałam, że jeśli poświęcę się blogowi bez reszty, przyniesie mi zyski. Byłam gotowa harować nad nowymi tekstami po 10 godzin dziennie, jeść suchy chleb, cisnąć nocą Instagrama, a potem znowu pisać. Ale nie było dramatu. Nie musiałam się aż tak poświęcać, tylko w zgodzie z sobą, w równowadze, pisać tyle, ile mogłam. Na luzie, bez nadmiernego wysiłku. Wy po prostu czekaliście, aż będę w stanie Wam pomóc. To niesamowity prezent od Wszechświata, ta nasza zasada wzajemności, wiecie? Dzięki usługom dla Was udało mi się przeżyć, wyjść na prostą oraz odłożyć pierwszy raz w życiu pieniądze. Jestem świadoma, że moi rówieśnicy, w przeciwieństwie do mnie, mają sporo więcej niż kilka banknotów skitranych w wełnianej skarpecie, własne nieruchomości czy samochody, ale ja mam dużo innych benefitów. Zresztą, nie chodzi o to, co się ma, tylko o to, jakim się jest.

Dzięki Wam tak naprawdę dorosłam, wiecie?

Tym razem na liście moich postanowień środkoworocznych, zwanych biznesplanem, będę jedną dziesiątą. Pozostałe dziewięć pól do wypełnienia to Wy. Chcę Wam przekazać jak najwięcej wiedzy i zapewnić jak najlepsze narzędzia, byście mogli realizować swoje marzenia. O pisaniu, o rozwijaniu się, o pięknym życiu z dobrą lekturą. Żebyście mogli i potrafili spisywać jak najpiękniejsze historie, docierające do jak największego grona czytelników.

Najbardziej podoba mi się, że

blogowanie jest jak góra, która nie ma szczytu.

Nie ma takiego punktu w blogowaniu, kiedy możesz stwierdzić: okej, osiągnąłem już wszystko. Teraz wbiję chorągiewkę i zastanowię się nad kolejną profesją. Nie. Bez względu na to, ile pieniędzy się zarabia, ile nagród się zdobędzie, ile projektów się realizuje, to cały czas można być lepszym i robić więcej dla ludzi. Wydaje mi się, że Michał Szafrański napisał kiedyś, że pisanie bloga to bieg długodystansowy. Sprinterzy mogą nie podołać.

Za kolejne siedem lat, o ile do nich dożyję, będę w wieku Chrystusowym. Jestem ciekawa, jak będzie wówczas działać Fabryka, ale coś tam już wiem… W końcu lubię robić plany.

Tymczasem dziękuję Wam za obecność i… zachęcam do odzewu. Jesteście pierwszy raz w mojej Fabryce, czy może śledzicie wpisy już od dawna? Czy uważacie, że jakichś wpisów powinno być więcej, a którychś mniej? Czy przyciąga Was tu tylko literatura, a może i zielone życie, które od niedawna wyznaję? Utworzyłam dla Was ankietę, więc jeśli macie chwilę czasu i chcecie mi pomóc w stawaniu się dla Was lepszą, zapraszam do jej wypełnienia.

WYPEŁNIAM ANKIETĘ. KLIK

Na koniec chciałabym napisać, że… każdy ma swoją rzeczywistość. Jeśli masz w głowie zakodowane, że chcesz pisać bloga i widzisz oczyma wyobraźni, że będzie to sukces… Tak się stanie. Prędzej czy później, w zależności od tego, jak wiele czasu poświęcasz temu zadaniu. Nie ma innej opcji!

Jeszcze raz Wam z całego serca dziękuję, że pozwalacie mi spełniać swoje marzenia.

Wasza

Pół roku własnej działalności. Teraz wiem, że nie było warto

Międzynarodowy Dzień Blogera 2018 – moja historia

3 powody, dla których Ty, jako bloger, potrzebujesz wydania książki!