Nie jestem dobra w wymyślaniu tytułów ani pierwszych zdań. Jest mi trudno zaczynać i jeszcze trudniej kończyć. Wciąż mam też problemy z mijaniem ludzkiej krzywdy, widzę jej za dużo, również tam, gdzie sami krzywdzeni są na nią ślepi. A na moim biurku tradycyjnie stoi zbyt wiele kubków, przez które czasem nie mam jak wygodnie ułożyć rąk na klawiaturze. Kilka rzeczy jednak ostatnio się zmieniło. I o nich chciałam dziś Wam opowiedzieć. 

Nie mam pojęcia, kto przeczyta ten tekst. Niełatwo jest pisać, nie znając swojego adresata. Na początkowym etapie mojej literackiej podróży zwracałam się do osób podobnych do mnie. Może właściwie prosto do samej siebie. Później wyobrażałam sobie jakąś personę, którą cechuje konkretny problem. To marketingowo słuszna praktyka. Wiele lat spisywała się bez zarzutu. Dzięki niej rozwinęłam moją działalność i stałam się osobą przedsiębiorczą, która zarabia poza etatem. Ale teraz czuję, że moje pisanie nie może być ograniczane przez konkretny cel. Celem przez lata było docieranie. A ja… Chyba już w pewnej mierze dotarłam, gdzie chciałam być.

Więc kto to przeczyta?

To pytanie zadają sobie twórcy, z którymi spotykam się na co dzień podczas konsultacji, warsztatów czy innych okazji. Boją się, że NIKT. I ten strach ich tak paraliżuje, że nie tworzą. Ale może to i dobrze. Wydaje mi się, że najsilniejsza motywacja do tworzenia jest wtedy, kiedy i tak coś robisz, bez względu na to, czy odbiorca się znajdzie czy nie. Choć motywacja to nie jest dobre słowo. Moje wykształcenie każe mi natychmiast zastosować korektę. Motywacja często wypływa z jakiejś potrzeby. Na przykład afiliacji, wpływu lub osiągnięć, przynajmniej wg teorii Davida McClellanda. A istnieje też coś takiego jak twórczy przymus. Że musisz coś stworzyć, bo inaczej pękniesz od emocji. (To funkcja regulacyjna sztuki albo dojrzały mechanizm obronny, zwany sublimacją). Istnieje też coś takiego, jak twórcza radość. Po prostu tworzysz, bo masz ochotę i cieszą Cię owoce Twojej pracy, niezależnie od jakości. I jest jeszcze twórcza archetypowa tożsamość. Twój naturalny sposób na bycie.

Ja się w tym momencie nie zastanawiam, kto to przeczyta, tylko zwracam się do Ciebie wprost, czytelniku.

Jeśli czytasz, to skomentuj ten wpis albo odezwij się jakoś w wiadomości prywatnej. Na Instagramie najlepiej, bo tam jestem najczęściej.

Kim jesteś? I dlaczego to czytasz?

Napisz teraz, a potem wróć do tego tekstu, by dokończyć czytanie o tym, co się u mnie zmieniło.

Podróż bohaterki się zakończyła i rozpoczęła jednocześnie

Maureen Murdock, w odpowiedzi na liniowy rozwój fabularny bohatera, znany od czasów Arystotelesa i upowszechniony przez Josepha Campbella, stworzyła krąg, będący zapisem rozwoju bohaterki. Schemat tej podróży składa się z wielu etapów. To m.in. oddzielenie od kobiecości, zdobycie skarbu, jakim jest sukces, gwałtowna potrzeba odzyskania kontaktu z kobiecością, integracja pierwiastka męskiego i kobiecego.

Ogarnęłam to kółko. Wbiłam wszystkie etapy jakiś czas temu. Zdałam sobie z tego sprawę, rozmawiając z Mariką, gdy wracałyśmy ze spotkania w Jarocinie, promującego czasopismo literackie Wielkopolski Widnokrąg.

Marika przypomniała, od czego zaczęła się moja podróż. Moje pisanie, takie na potęgę, rozpoczęło się od zafascynowania twórczością innych osób. Było więc fanfiction o Huncwotach, a potem kilkaset strony mojej fantazji na temat anime Bleach. Chodziłam do liceum, a jednocześnie zajmowałam się recenzowaniem opowiadań innych publikujących w Internecie osób, bo razem z innymi pisarkami amatorkami z sieci tworzyłyśmy bloga Kompania Ocenowa. Blog już nie istnieje. Ale wpisałam w przeglądarkę hasło i oto, co znalazło AI.

kompania ocenowa neifile emilia teofila nowak

Nie wiedziałam, kim jestem, ale pisałam. Pisałam i w tym odnajdywałam swoje życie.

A, bo Neifile to ja.

Nie powiedziałabym, że byłam jedną z głównych osób zaangażowanych, bo największe honory należą się Monice (Szamanowi) i Paulinie (Mamie Chiyo),

Ale skąd ta Neifile? Z Dekameronu Bocaccia. Królowa trzeciego dnia. Opowiadaczka historii. Potrafiąca wśród emocjonalnego sztormu (akcja Dekameronu toczy się w trakcie epidemii dżumy; bohaterowie opowiadają sobie historie erotyczne, by uciec od lęku o życie swoje i bliskich, oddalić myśli od nadchodzącej żałoby) przypomnieć o tym, by kompania odpoczywała i czyniła rytuały duchowe. Jej imię pochodzi z greki i można je tłumaczyć jako świeżo rozkochana.

Na około dziesięć lat zapomniałam o istnieniu Neifile, o tym, że cały czas żyje we mnie.

Ale ogarnęłam kółko Maureen Murdock. To był kawałek niezłej podróży.

Neifile stała się bardziej Neifile

Imiona, które nadajemy własnym dzieciom czy wybieramy naszym bohaterom, często coś znaczą.

Bronisława była na przykład męczennicą. Moja babcia tak miała na imię. Podobno żaliła się swojej córce (mojej mamie) na swój ciężki los, częściowo obarczając winą własnych rodziców. No bo dlaczego wybrali dla niej takie imię?

W Hotelu Aurora, Grand Hotelu Granit i dwóch kolejnych częściach sagi, główna bohaterka ma na imię Antonina. Jej pierwsza wielka miłość nosi imię Antoni. Nie jest to przypadek. Czytelnicy czasem zarzucają mi, że przez to książkę źle się czyta, bo nie wiadomo, kto co mówi. Antonina czy Antoni. Ale właśnie o taki zabieg mi chodziło. Inna postać z kolei nazywa się Teofil Nowak. Ludzie pytają, czy to jakieś moje alter ego. A czy wszystkie moje postacie nimi nie są???

Neifile, która żyje we mnie, tak jak bohaterka Bocaccia, w zeszłym roku wyruszyła w podróż. Już nie tą wewnętrzną, tylko po świecie fizycznym.

Aktualnie jest świeżo rozkochana. W każdym elemencie życia. Pisze wiersze i czyta je na spotkaniach. Prosto do mikrofonu. W bardzo wesołej kompanii. Ale nie robi tego, by uciec myślami od przemijania, straty czy żałoby. Wie, że bez nich życie nie miałoby tak doskonałego smaku. Dlatego pielęgnuje w sobie pamięć o przodkach. Spędza czas z ludźmi, którzy naprawdę wiele już przeszli i pomaga im zarządzać zaawansowanym wiekiem. Opłakuje to, co odeszło, tak często, jak docenia z uśmiechem to, co jest teraz. I patrzy z nadzieją na to, co może przyjść.

Przeczytałam ostatnio u pewnego poety taką jedną myśl, że nie jest on swoimi wierszami.

Nie trafiło to do mnie.

Jestem w procesie twórczym, a nazywa się on Życie

Krzysztof Varga napisał kiedyś (czy to był Nagrobek z lastryko czy 45 pomysłów na powieść albo coś innego, nie pamiętam), że nie boi się śmierci, boi się życia. I to do mnie bardzo trafiało, gdy miałam dwadzieścia lat.

A teraz mam ponad trzydzieści. I rozumiem. Ale nie podzielam.

Wiecie, co było 10 lat temu?

10 lat temu zrobiłam sobie fotkę z Ignacym Karpowiczem. 10 lat temu mieszkałam na Piątkowskiej w Poznaniu. 10 lat temu pracowałam na etacie.

10 lat temu… Założyłam tego bloga pod własną domeną. 🙂

10 lat temu byłam oddzielona od mojej kobiecości. 10 lat temu byłam uzależniona od papierosów. 10 lat temu nie miałam wytyczonych własnych granic.

A dzisiaj?

Bywam smutna i przytłoczona. Bywam pełna radości i inspiracji. Gniewam się, wzruszam się. Mało czego się boję.

I pracuję nad tym, by opublikować utwory, które już powstały, i dalej piszę.

Zanim zapowiem kolejną książkę, zapraszam Was do poznania mojej dotychczasowej twórczości.

Ostatnie egzemplarze serii o hotelach można kupić w Sklepie Fabrycznym. 

Wiecie, dlaczego tak kocham sagę, której bohaterką jest Antonina Walczak?

Bo to postać, która pokazała mi, czego chcę od życia, czego nie chcę i co muszę zrobić, by żyć tak, jak chcę.

Praca nad charakterem tej postaci była też pracą nad moim charakterem.

Im Antonina starsza, tym jej przygody stają się coraz bardziej kolorowe i epickie.

Wymyśliłam, że w trzecim tomie Antonina prowadzi hotel w Gruzji. Dlaczego w Gruzji? Nie wiedziałam, ale zaczęłam tak pisać. Potem nie było wyjścia. Musiałam tam pojechać i poznać miejsca, o których pisałam, by nie zrobić w tekście jakiegoś błędu.

Antonina przez wiele lat będzie jeszcze moją przewodniczką.

Dokładnie tak jak Neifile.

Miło, gdy inni wybierają nam imiona. To znaczy, że do kogoś przynależymy. 

Ale jeszcze lepiej, gdy sami sobie wybieramy imiona. Bo wtedy przynależymy wreszcie do siebie. 

Twoja (i swoja własna)

__________________________________

Ten blog jest dla Ciebie. Wszystkie treści tworzę, by dodać Ci wiatru w żaglach! Pomóż mi zdobyć i przekazać Ci jeszcze więcej ciekawej wiedzy i inspirujących opowieści: wesprzyj tę formę twórczości, stawiając mi kawę. Dobro wraca!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Czytaj także:

Marka autora. W 10 krokach od nieznanego twórcy do rozpoznawalnego pisarza

Batumi — co zobaczyć? Czy w Batumi jest bezpiecznie?

Ewa Mielczarek – Festiwal Spadających Liści – recenzja przedpremierowa

Podołałam. Podsumowanie 2025

Najlepsze filmy i seriale o pisarzach – ponad 40 tytułów!

 

 

10 lat bloga fabrykadygresji.pl. O podróży Neifile

by Emilia Nowak time to read: 6 min
0

Chcesz napisać książkę, która będzie się dobrze sprzedawać? Dołącz do Załogi Fabryki Dygresji!

Razem pokonujemy literackie sztormy. Niestraszna nam twórcza blokada czy góra lodowa w postaci nieuczciwego wydawcy. Jeżeli potrzebujesz motywacji oraz profesjonalnej wiedzy o pisaniu, wydawaniu i marketingu książki, która poprowadzi Cię prosto do wymarzonego celu, jesteś w dobrym miejscu! Zapraszam na pokład! 

W prezencie za dołączenie do Załogi Fabryki Dygresji otrzymujesz 3 pierwsze rozdziały e-booka, który wprowadzi Cię w sekrety branży wydawniczej. Jakie błędy najczęściej powtarzają początkujący autorzy? Dlaczego nie każdy, kto pisze, wyda swoją książkę? Zyskaj wiedzę, która da Ci przewagę! 

 

Dziękuję za zapis, a teraz sprawdź swoją skrzynkę mailową i potwierdź subskrypcję!