Skończyłam pisać drugą powieść. Chciałabym dziś podzielić się z Wami moimi odczuciami. Za długo chyba byłam w zamknięciu i w sumie nie mam z kim o tym pogadać, więc, no co, piszę, nie? Bo może przeczytacie. I okaże się, że macie podobnie, więc przytulimy się, poklepiemy po główkach i dalej będzie już lżej. To co? Start.

1.

Patos podczas tworzenia literatury jest obecny tylko i wyłącznie w świecie wewnętrznym pisarza. Z zewnątrz to praca jeszcze bardziej prozaiczna i nudna niż wszystkie inne. Siedzi się przy biurku, klepie w klawiaturę kilka godzin dziennie, a po wszystkim idzie się umyć, bo jak akcja dynamicznie posuwa się naprzód, to można się przy okazji nieźle napocić. Wymyśla się życie nieistniejącym ludziom, którzy zaistnieją dopiero w głowie innych osób, kiedy książka trafi do rąk czytelników. Nie ma w tym nic wzniosłego, więc bycie dumnym ze skończonej książki jest totalnie nieuzasadnione.

2.

Jestem nieuzasadnienie dumna z samej siebie.

3.

Napisałam książkę o młodej kobiecie (znowu), która walczy z przeciwnościami (znowu). Nie ma w tym nic odkrywczego. Nic nowego nie dam rady wnieść do literatury, kunsztem słowa też raczej się nie popisałam, nie tym razem. Ale napisałam, znaczy skończyłam, dokonało się, amen. Nie odpuściłam. Dotrwałam do końca. Zaczęłam, a potem zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by dotrzeć do mety i się udało. Dla mnie, drżącej ze strachu przed zacieśnianiem więzi, uciekającej przed miłościami, rzucającej kursy angielskiego tuż przed egzaminami, byłby to spory sukces. Ale ja już nie jestem taką osobą, jak wcześniej. Zmieniłam się i książka mi to pokazała. Myślę, że wreszcie zrozumiałam, czym jest konsekwencja. Bardzo podoba mi się to słowo, mogę się zaprzyjaźnić z jego desygnatem i sprawić, by wrosło w portret mój jako osoby. Może już się to stało?

4.

Dwie skończone powieści to znacznie lepiej niż jedna.

5.

Nie potrafię chodzić do pracy i pisać. Rzuciłam w marcu etat, w maju zaczęłam pracę nad nową powieścią i w październiku mam skończoną książkę. W międzyczasie zajmowałam się blogiem i projektami zleconymi przez klientów (redagowanie, szkolenia, konsultacje, materiały marketingowe, no, usługi). Podróżowałam. Wydaje się, że pisałam książkę pół roku, ale faktycznie ślęczałam nad tekstem zaledwie 30 dni i to nie więcej niż po 8 godzin. Po prostu nie byłam póki co pisać codziennie, bo dużo się działo, trzeba było się jakoś utrzymać na powierzchni finansowej, ale mogłabym. Naprawdę gdyby moje życie miało tak wyglądać, że sobie siedzę i piszę dzień w dzień, to nie miałabym nic przeciwko. Na 90%.

6.

Stałam się pustelnikiem. Odcięłam się od naprawdę wszystkich poza ukochanym i rodzicami. Przyjaciele zostali poinformowani o tym, by mi nie zawracać dupy, bo jak skończę książkę, to się z nimi spotkam. Problem w tym, że nie czuję teraz potrzeby, żeby się z nimi widzieć, jakkolwiek brutalnie to zabrzmi. No bo przez ostatnie dni działo się sporo, ale tylko w mojej głowie i w edytorze tekstu. Czyli nie tak naprawdę. O czym będziemy ze sobą rozmawiać? Czy potrafię w ogóle to jeszcze robić?

7.

Tęsknię za ludźmi. Tak, powyższy akapit może mówić coś innego, nikt nie mówił, że nie można odczuwać naraz dwóch sprzecznych ze sobą emocji. Za imprezami do rana, za tańcami, za tym słodko-otępiającym wpływem alkoholu, za śmiechami, wygłupami…

8.

… i nie cierpię alkoholu oraz kładzenia się spać późno. W trakcie pisania narzuciłam sobie dyscyplinę (niekoniecznie z własnej woli) i przyzwyczaiłam się do niej. Chodzę spać koło dwudziestej drugiej, żeby móc wstać w okolicach szóstej rano. Po napisaniu arkusza wydawniczego lub wykonaniu obowiązków, idę biegać lub ćwiczę. Nie jem paskudztw i nie piję wstrętnego alkoholu, po którym tak źle się czuję. Rajcuje mnie taka rutyna.

9.

Napisanie książki to dopiero początek pracy nad nią. Teraz będzie leżeć przez miesiąc nietykana. Potem znów do niej zasiądę i zacznę redagować. Następnie wyślę tekst zaufanym osobom, by wypowiedziały się na jego temat. Jeśli pojawią się z ich strony istotne uwagi, naniosę je na tekst. W gruncie rzeczy chodzi mi jednak o pompowanie ego (wow, Emilka, ale to jest rewelacyjne). Pisarze i pisarki to bardzo próżne gnojki i gnojkinie. Potem zgłoszę się tam, gdzie miałam zgłosić i będę czekać cierpliwie, w szeregu, z pokorą, ale i świadomością własnej wartości.

10.

Dla rozluźnienia popiszę trochę opowiadań, a potem siądę do pracy nad kolejną powieścią. Pomysłów mam co nie miara. Tylko że mi jakoś tak smutno. Nie wiem, z czego to wynika. Zakończył się pewien etat w moim życiu. Tak, jak zapowiedziałam wszystkim i tak, jak doskonale wiedziałam, że będzie. A może nie wierzyła, że dam radę? Powinnam być zatem mile rozczarowana, a jest mi przykro. Czuję się troszkę jakbym porzucała dobrych przyjaciół. Bohaterów, o których pisałam. Ale oni są przecież wymyśleni, więc czy wymyślam to, że jest mi smutno?

11.

Powinnam pisać krótsze książki, jak np. Jakub Małecki. Szybciej by to szło. Po co mi taka mnogość wątków?

12.

Geniusz. Głęboko ukryty, ale jest, gdzieś tam. We mnie. Wyszło dokładnie tak, jak obliczyłam. Założyłam sobie konkretną liczbę znaków ze spacjami no i nawet odchodząc od planu zdarzeń na końcu, wyszło tak, jak obliczyłam. A już myślałam, że cierpię na dyskalkulię, i nagle coś takiego! Największy sukces organizacyjny mojego życia, tak sądzę. Matematyka jest super i kocham proporcje (ale tego akurat nauczył mnie tata w domu, w szkole takich mądrości nie uświadczyłam).

13.

Słonia naprawdę da się zjeść w całości, tyle że kawałek po kawałku. I do tego sprowadza się pisanie powieści. Do ucztowania po. Nie ma to jak się najeść w dobrej restauracji, kiedy się czuje, że wykonało się dobrą pracę nad jeszcze lepiej rokującym projektem.

Wasza