Alkoholizm albo przemoc w rodzinie? Bieg po trupach na szczyt korpodrabiny? A może wypalenie zawodowe w wieku dwudziestu kilku lat? Myślisz, że to choroby naszego społeczeństwa albo syndrom szalonych czasów, w jakich żyjemy? Mylisz się. To wszystko sprawka demonów.

Ale wie o tym tylko Tomasz Zając, główny bohater Wtajemniczenia. To debiutanckie opowiadanie Tomasza Węckiego, twórcy Spisku Pisarzy. Wspaniałego miejsca, gdzie każdy piszący znajdzie narzędzia, by podszkolić swój warsztat, do czego gorąco zachęcam. Zostawmy wszak na chwilę postać Tomasza autora, przejdźmy do postaci Tomasza, który jest czarnoksiężnikiem. Nie do końca wiedzącym, co robi, bo swoją wiedzę opiera na zapiskach dziadka, który co prawda znał się na fachu całkiem nieźle, ale pod koniec życia po prostu sfiksował. Tomasz stara się więc łączyć własne doświadczenie i intuicję z często zabawnymi inkantacjami. Skutek jest wystarczający, by pozbyć się większości demonów.

Demony Wrocławskie, bo akcja dzieje się w głównej mierze w stolicy Dolnego Śląska, są moim zdaniem drugim, równorzędnym bohaterem Wtajemniczenia. To stwory najróżniejszych kształtów, oczywiście widziane tylko przez głównego bohatera. Działają też na bardzo różnych obszarach, ale ich główną domeną są emocje. Żerują na ludzkiej energii. Na marzeniach i nieszczęściach. Na miłości i nienawiści. Wykorzystują ludzkie słabości, podjudzają swoich żywicieli do czynienia zła, a ostatecznie, kiedy już się objedzą, porzucają ludzkich nieszczęśników.

Ale jeśli jesteś wyjątkowo silnym człowiekiem (albo dostałeś w dupę tak bardzo, że bardziej już się nie da) i potrafisz widzieć demony, możesz nie tylko je pokonać, ale i ubić z nimi niezły interes. I tak sobie właśnie żyje czarnoksiężnik Tomasz. Jest grafikiem freelancerem, wykonuje materiały reklamowe, a w międzyczasie rozprawia się z niegodziwymi istotami zza zasłony, którzy niszczą ludzkie żywoty. Pewnego razu nadchodzi coś większego. Nad Wrocławiem pęka kokon, z którego wysypują się demony. Okazuje się, że choć stwory nie są zwierzętami stadnymi, to wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują na to, że jednoczą się pod władzą tajemniczego króla…

Fabuła nie jest najmocniejszą stroną Wtajemniczenia. Jest prosta, dynamiczna, ciekawa, ale tyle w temacie. Świat przedstawiony to o wiele większa siła. Doskonale odnalazłam się pośród wrocławskich kamienic i korpo świecie bezpardonowo zilustrowanym przez Węckiego. We Wtajemniczeniu spotykam ludzi, których znam, problemy, jakie mam na co dzień, a i pracę głównego bohatera, freelance, znam doskonale. Łatwo zatem było wejść mi w historię i podejrzewam, że i Wam będzie równie przyjemnie wsiąknąć w losy czarnoksiężnika Tomasza. Ale i to nie stanowi największej mocy tej opowieści.

Otóż Wtajemniczenie to parabola.

Doskonałe wytłumaczenie tego, co człowiekowi może przydarzyć się w życiu, jeśli się zagapi. Spojrzy tam, gdzie nie powinien. Da się zauroczyć temu, co nie ma tak naprawdę żadnej wartości… Czasem największe ludzkie tragedie wydarzają się, bo nie potrafimy uwolnić się od przeszłości albo znaleźć w sobie choć krztyny siły, by zerwać z nałogiem.

Podobało mi się jeszcze to, że tak wielkie refleksje zostały okraszone dużą dawką humoru. I to takiego, jak lubię. Dotrzyjcie tylko do fragmentu rozmowy czarnoksiężnika z gołębiem. Albo nie, przecież dużo wcześniej jest jeszcze prześmieszny fragment zaklęcia, które rzuca Tomasz…! Zacytuję Wam, bo jest przednie:

Na Marksa i Lenina! – wezwałem dobitnie, pełnym głosem. – Chwała imieniu Stalina! O, mądrość twa, rzeka szeroka! W ciężkich turbinach przetacza wody, płynąc wysiewa pszenicę w tundrach, zalesia stepy, stawia ogrody. Ludzie zbudzeni na ziemi swojej, łamią się chlebem, dzieją pokojem. Ty ich opływasz, rzeko rozumna, ty wiejesz zdrowiem, wiatrem urody. Przebijasz góry, rzeko podskórna; łączysz narody!

Co prawda to parafraza utworu Adama Ważyka, ale i tak wykorzystanie poezji jako zaklęcia totalnie mnie rozbroiło. I gdybym to ja łamała książkę, zapewne zapisałabym formułę w inny sposób. Tak samo jak i użyła innych czcionek (bezszeryfowe może są modne, ale nie ma to jak szeryfowy font na papierze), ale i tak wydanie jest całkiem solidne. Ilustracje Macieja Piątka tylko uzupełniają ciekawe przygody czarnoksiężnika w ponurym Wrocławiu.

Twórczość Tomasza Węckiego przypomina mi namiastkę prozy Siergieja Łukjanienki albo małżeństwa Diaczenków. Jest mi jednak dużo bliższa i łatwiej przyswajalna. Żałuję tylko, że Wtajemniczenie to tak naprawdę… próbka. Preludium prawdziwej opowieści, która mogłaby się rozpocząć po ostatnim zdaniu. No i ogromny minus za brak wyrazistej postaci kobiecej. Jeśli jesteście jednak w stanie przymknąć na to oko, gorąco polecam tę książkę. Dostarcza rozrywki przez jeden wieczór, ale myśli się o niej o wiele dłużej!

Skusicie się?

Wasza

PS
A tak przy okazji. Jakie znacie polskie książki idealne na Halloween? Koniecznie podajcie mi tytuły i autorów w komentarzach! No dobra, od biedy może być też proza zagraniczna, niech stracę. 😛

Jakub Żulczyk – Wzgórze Psów

Jakub Małecki – Dżozef

Michał Witkowski – Wymazane