W porównaniu z sąsiadami, Indiami i Chinami, wydawać by się mogło: niewielki kraj, położony w środkowych Himalajach. Ale to tu wyrasta słynny Dach Świata: Czomolungma oraz siedem innych ośmiotysięczników, co w pewnym sensie czyni Nepal państwem królewskim, choć faktycznie monarchię zniesiono w nim dopiero w 2008 roku… Jakie są mieszkanki tej niezwykłej krainy? O tym pisze Iwona Szelezińska w Kopnij piłkę ponad chmury. Reportażach z Nepalu wydanych przez Marginesy.

Jest w tej książce czas – czas, który autorka ma dla swoich bohaterów, wraca do nich po miesiącach i latach, starannie tka więź i zrozumienie. Jeśli chcecie pokochać Nepal bez pośpiechu, snując nici między jego żywą przeszłością i wibrującą współczesnością, czytajcie. Z głębokim oddechem, poczuciem przestrzeni, chwilą na zachwyt i ból. Wszystko to zdarza się w reportażu niezwykle rzadko. 

Na okładce widzimy zachętę do lektury od Pauliny Wilk, pisarki i dziennikarki, której najsłynniejsze dzieło to chyba Lalki w ogniu: opowieści z Indii. To jej słowa cytuję powyżej. Ale czy się z nimi zgadzam…?

Sama autorka Kopnij piłkę ponad chmury, Iwona Szelezińska, wcześniej pisała reportaże do „Gazety Wyborczej” oraz na portal Centrum Studiów Polska-Azja. W 2011 roku ukończyła Polską Szkołę Reportażu, a zbiór tekstów, o których dziś mowa, jest jej debiutem książkowym.

I co? Dobry jest to debiut czy zły…?

Reportaże z Nepalu to zbiór poruszających historii głównie o kobietach tego naprawdę dziwnego kraju. Gdzie obyczaje (trudno tu odróżnić tradycje religijne od przesądów) i patriarchat grają pierwsze skrzypce a trzęsienia ziemi dewastują nie tylko ziemię, ale i żywoty zamieszkujących ją ludzi. Na początku poznajemy Rashmilę, emerytowane wcielenie bogini Kumari, a zaraz potem warunki, w jakich żyją dzieci razem z matkami zabranymi do więzienia. Kiedy czytamy o uprowadzonych do Indii nieletnich prostytutkach, mamy ochotę rwać włosy z głowy, a gdy słuchamy opowieści starszej pani z Nepalu, która nie potrafi czytać, ale pragnie podróżować, niełatwo zapanować nad wzruszeniem.

Z pewnością Kopnij piłkę ponad chmury wywołuje mnóstwo emocji.

Jest bardzo ciekawą lekturą, bo dowiedziałam się wreszcie m.in., czym w istocie jest kordyceps chiński (czyli yarchagumba): częściowo zmumifikowaną larwą motyla, obrośniętą grzybem, dzięki której mieszkańcy wysokogórskich wiosek są w stanie żyć na całkiem niezłym poziomie. Trochę fuj, a trochę fajnie, że dzięki naturze Nepalczycy mogą sobie oglądać Eurosport i nie przejmować się chodzeniem do pracy na etacie. Poznałam spory kawałek historii Nepalu i dowiedziałam się, jak bardzo wciąż potrzebujemy feminizmu. Bardzo zainteresowały mnie sprawy religijne, szczególnie tekst o żonie Baby Pravanjana i opisy obrzędów związanych z życiem Nepalczyków. Pod względem merytorycznym książka jest naprawdę świetna.

Co ze stylem?

Konstrukcja poszczególnych reportaży jest naprawdę niezła. Według mnie wręcz nietuzinkowa. Często spotkanie z rozmówcą, który uchyla rąbka tajemnicy o życiu w Nepalu, prowadzi do zupełnie innej historii. Ważniejszej, o szerokim kontekście społecznym. I zestawienie to, kontrast między poszczególnym życiem jednego człowieka a losami setek tysięcy, uwarunkowanych geografią, polityką czy religią, potrafi  nie tylko naprawdę wstrząsnąć czytelnikiem, ale i przede wszystkim być niezmiernie interesujące.

Fakty są jednak takie, że zaczęłam książkę czytać w 2018 roku i gdzieś w połowie tekstu postanowiłam przerwać lekturę. Nie byłam pochłonięta na tyle, by przeczytać Kopnij piłkę ponad chmury od początku do końca, jednym tchem. Zastanawiam się, dlaczego tak się stało. I myślę sobie, że może to zła kolejność reportaży? Bo od samego początku jest naprawdę mocne uderzenie. A dwa ostatnie reportaże, zwłaszcza ostatni, pozwalają czytelnikowi odetchnąć i w zasadzie się zrelaksować, wykorzystać moment między kropką a początkiem nowego zdania na zadumę. Chyba nie tak się buduje napięcie.

Kopnij piłkę ponad chmury

Tytuł też mnie jakoś uwiera, bo o kopaniu piłki w Himalajach dowiadujemy się na sam koniec.

Wątek ten nie jest w żadnym stopniu wyeksponowany i nie rozumiem, skąd właśnie ta fraza zaistniała jako określenie całości reportaży.

Ponadto zdjęcia też ni grzeją, ni ziębią. Może gdyby były kolorowe, wówczas ich przekaz byłby mocniejszy, ale czarno-białe niestety w większości nie robią na mnie większego wrażenia. Spokojnie można byłoby się bez nich obyć, albo poświęcić trochę więcej grosza na kolorowe wklejki. Pasowałyby na pewno do bardzo ładnej oprawy graficznej, bo okładka ze skrzydełkami prezentuje się naprawdę godnie.

Jeżeli chcecie się wybrać do Nepalu albo po prostu interesujecie tym krajem, Kopnij piłkę ponad chmury to dla Was pozycja obowiązkowa. To samo, jeśli jesteście miłośnikami literatury feministycznej. To dobry, solidny debiut. Trzymam kciuki, by kolejne książki autorki były jeszcze lepsze.

Za egzemplarz dziękuję 

Czy czytaliście książkę Iwony Szelezińskiej? Jakie są Wasze wrażenia? A może macie coś innego do czytania o Nepalu lub sami w nim byliście? Dajcie znać w komentarzach, będzie mi niezmiernie miło z Wami podyskutować.

Wasza

Dominik Szczepański – Czapkins, historia Tomka Mackiewicza

Ciemna strona krainy ognia i lodu, czyli Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii

Katarzyna Maniszewska – Podróżnik bez powodu. Łut szczęścia