Chyba pierwszy raz jestem w sytuacji, kiedy aż tak chcę opowiadać o książce, a tak bardzo (jeszcze) nie mogę. Bo tak, napisałam, znowu napisałam. Od A do Z. Tylko, no właśnie, jest kilka sęków w tych deskach… Dokładnie siedem.
1. Nie mogę napisać, którą książkę skończyłam, bo przestałam już liczyć.
Łatwo zauważyć: Piromani to moja pierwsza książka, mój literacki debiut. Potem Hotel Aurora, a następnie Grand Hotel Granit. Raz, dwa, trzy.

Potem zaczyna się jakieś kombo. Westalki, które w międzyczasie zmieniają tytuł i zmieniają całą narrację po to, by zostać znacząco przebudowane i ostatecznie wciąż potrzebować zakończenia. Potem ta powieść o kobietach i sarnie. Kolejna część hotelowa, którą napisałam o Gruzji, a potem dopiero pojechałam do Gruzji, no i jak wróciłam, musiałam poprawiać, ale to też już historia. Tylko że wciąż jeszcze niewydana. W międzyczasie fantastyka i e-bookowe poradniki.
A do tego inne projekty, które pojawiły się nawet nie pamiętam kiedy, gdzieś między decyzją o zapisaniu się na studia a licencjatem i magisterką, między publikacją artykułu w Marketer + a tworzeniem tomiku poetyckiego…
Patrzę na mój spis projektów i on cały czas się powiększa, a ja nie wiem, skąd tego tyle. Dlatego pisząc o książce, którą skończyłam pisać 15 sierpnia 2026 roku, póki co nie będę używać numeracji.
2. Nie będę też podawać tytułu.
Po prostu nie mogę. Wpadłam na coś dobrego i muszę zachować milczenie, póki papiery nie zostaną podpisane. Zatem ta książka jest po prostu TĄ KSIĄŻKĄ. Lata myślałam, że nie jestem wystarczająco sprytna na tytuły, ale najwidoczniej spłynęło na mnie z nieba, no więc trzymam język za zębami. Aż szczęka boli.
3. Nie mogę napisać, że czuję się spełniona.
Zdumiona rozmachem — owszem. Tempem? Jeszcze bardziej, w końcu zaczęłam około 12 czerwca, skończyłam 15 sierpnia, NIE PISAŁAM CODZIENNIE, ale były dni, że napisałam ponad 40 tysięcy znaków ze spacjami (pobiłam wszystkie dotychczasowe rekordy). A książka i tak ma prawie 20 arkuszy wydawniczych. Od spełnienia jednak jestem daleka i TA KSIĄŻKA pokazała mi moje pragnienia jeszcze bardziej niż jakikolwiek inny tekst. Dlatego nie jestem nawet zadowolona. Jestem przepełniona tęsknotą. Może nawet na dnie rozpaczy. Ale nie mogę sztucznie pompować tej historii, żeby dalej przebywać w fikcyjnym świecie z moimi bohaterami.
Oni muszą iść niedługo do innych ludzi.
Trzymać im lustra i drogowskazy.
4. Nie mogę napisać, że elegancko zamknęłam koncepcję w 100 rozdziałach,
bo gdy czytałam tekst po raz kolejny, to zobaczyłam, że się kropnęłam i nie ponumerowałam dwóch z nich, więc jest 102 i co to jest za liczba w ogóle? Jakaś taka… No, z dupy. Mogę tylko ufać redaktorowi, że to elokwentnie poprawi, bo mnie temat liczenia do stu ewidentnie przerasta.
5. O czym napisałam tę książkę jest paradoksalnie bardzo łatwo napisać,
bo temat jest szczególny. Ale znów muszę trzymać język za zębami, bo wiem, co zrobiłam.
By nie kłapać na lewo i prawo, wtykam sobie do ust słomkę i piję dużo coca-coli zero. I wracam myślami do tego, jak byłam u Mateusza w Lublinie, i Mateusz częstował mnie coca-colą zero, i mówił, że jeśli się od niej uzależnię, to przez niego, i mam go wtedy wspominać. I tak właśnie jest, Mateusz, jestem przez Ciebie uzależniona od coca-coli zero, tylko że teraz książka, nad którą pracowałam, jest już skończona, a ja mogę współdzielić z ludźmi uzależnienie od coca-coli zero, a nie zachwycanie się tematyką mojej książki. To jest, kurde, bolesne tak, jakby ta słomka mi się wbijała w podniebienie.
Mówią, że pisarz powinien być cierpliwy, ja to wiem, ja to sama wszystkim moim uczniom powtarzam. Ale jak bardzo można być cierpliwym, kiedy ma się słomkę wbitą w podniebienie? No chyba można się od czasu do czasu trochę powiercić, co?
6. Nie mogę się podzielić z Wami nawet kilkoma słowami na temat bohaterów,
bo to, ile przeszli, natychmiast wywołuje we mnie łzy. Pisząc rozdziały od 88 i dalej, prawie bez przerwy płakałam. Dwa dni nieustannego płaczu. Wyobrażacie to sobie? Byłam z nimi od nastoletniości. Łaziłam z nimi bez przerwy na cmentarz, na którym było stopniowo coraz więcej ich bliskich. Patrzyłam, jak walczą z całym światem. Jak stają się coraz silniejsi, tylko po to, żeby znowu ich łamać.
Och nie, zaczyna się, dobrze, że mam obok nową rolkę papieru toaletowego.
7. Nie mogę powiedzieć, że to będzie bardzo dobra powieść,
bo raz, że to inni ocenią, a dwa, że to nie jest tylko powieść.
I chyba nie jest tylko bardzo dobra.
Nie mogę też powiedzieć, że na szczęście widzimy się wszyscy na warsztatach kreatywnego pisania już w październiku, bo ze wszystkimi na pewno nie. Została bardzo mała pula miejsc. Ale wciąż zapraszam! Można przyjść się uczyć!
Można tutaj przeczytać o terminach spotkań warsztatowych i dokonać kupna albo po prostu napisać do mnie na adres kontakt@fabrykadygresji.pl.
To są ostatnie warsztaty kreatywnego pisania w najbliższych latach w takiej on-line’owej formule.
Bo książki trzeba promować, żeby się sprzedały. Nawet takie książki, jak TA KSIĄŻKA. Co będzie ogromną przyjemnością i nie mogę się tego doczekać, ale muszę czekać.
Jeśli chcecie pisać TAKIE KSIĄŻKI, co wiąże się z mnóstwem Waszego cierpienia zaraz po napisaniu, ale też ekstazą w trakcie pisania (nie, ja nie przesadzam, ja po prostu wyskakiwałam z łóżka, siadałam przy kompie i wstawałam dopiero wieczorem, myśląc sobie, że jestem po prostu w niebie), to zapraszam do udziału w warsztatach literackich. Nie tylko umiem pisać TAKIE KSIĄŻKI. Umiem także tego nauczyć.
To jak? Widzimy się?
Zobaczmy się. Zapraszam. A nawet nalegam.

__________________________________
Ten blog jest dla Ciebie. Wszystkie treści tworzę, by dodać Ci wiatru w żaglach! Pomóż mi zdobyć i przekazać Ci jeszcze więcej ciekawej wiedzy i inspirujących opowieści: wesprzyj tę formę twórczości, stawiając mi kawę. Dobro wraca!




