Możesz myśleć, że jesteś bardzo twórczą osobą, nie mającą problemu z kreatywnością. Skrobniesz coś raz na jakiś czas i jesteś z tego całkiem zadowolony. Prawda wygląda jednak tak, że kiedy Twoja kreatywność jest uwolniona, tworzysz codziennie. Bez żadnych wymówek ani wysiłku! Poznaj 5 objawów zablokowanej kreatywności i zobacz, czy problem Cię dotyczy!

Tak, mnie też dotyczył, ale przechodzę właśnie kurację, której efekty są po prostu niesamowite. Dzięki książce Julian Cameron Droga artysty i, uwaga, dziwne, dzięki programowi Marie Kondo o sprzątaniu, przewartościowuję moje życie i zaczynam tworzyć. Każdego dnia powstaje po kilka stron tekstu. Czasem to jedynie zapiski w pamiętniku, innym razem wpis na bloga, krótkie opowiadanie, felieton czy dalszy ciąg powieści… Ale działam! Wcześniej zaś raczej umartwiałam się tym, że nie tworzę, rozerwana między kilkunastoma projektami pisarskimi…! Byłam niezadowolona z postępów, bo nie potrafiłam ich zobaczyć. Brakowało mi cierpliwości do samej siebie…

I nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. A przecież uświadomienie to pierwszy krok do zmiany!

Zaczęłam przyglądać się również mojemu otoczeniu. Historiom ludzi w pobliżu oraz tego, co ich dręczy. Czasem od wielu lat mają te same problemy. W jaki sposób sobie z tym radzą, czego nie dostrzegają? Zagłębiłam się również w siebie. Podczas uważnych chwil, kiedy spacerowałam po mieście lub parku, przywoływałam emocjonalne momenty, które wiązały się z pisaniem. Zrozumiałam, że symptomy blokady twórczej energii były w moim życiu obecne od bardzo dawna, w zasadzie od kiedy stałam się dorosłym człowiekiem…! A konkretnie, o jakie objawy chodzi?

1. Silnie zaprzeczasz i gniewasz się na słowa: masz problem.

Nie mam problemów z kreatywnością! Jestem utożsamieniem kreatywności, boginią twórczości, jakkolwiek. Jeśli ktoś mi mówi, że mam problem, znaczy się, że to on go ma. Przecież piszę raz na jakiś czas…!

No właśnie, tak sobie pomyślałam, a potem, zamiast uciekać myślami do innych spraw, skupiłam się na tej i pociągnęłam ją dalej. Raz na jakiś czas? Czy to tak często, jakbym chciała? Nie, pragnęłabym tworzyć codziennie. Ale wiadomo, blog, autorzy pod moimi skrzydłami, negocjacje z kolejnymi wydawnictwami, a tu posprzątać trzeba, a tu obiad ugotować… Stop. Czy to nie jest wymówka? Znów myślę o czymś innym, przecież miałam się skupić na tworzeniu! Dlaczego w ogóle nie robię tego codziennie? Nie potrafię…?

Zaczęłam się zastanawiać, jak bardzo takie dywagacje są podobne do rozmyślań osób z poważniejszymi problemami. Alkoholizmem. Marihuaną… Kiedy ktoś im mówi, że mają problem, też reagują uniesieniem i natychmiastowym wyparciem. To nie może być prawda! Piję tylko dwa browarki raz na jakiś czas (czyli np. codziennie po pracy), Jaram blanty tylko w weekend (ale cały weekend, od wstania z łóżka w sobotę aż do położenia się spać w niedzielę o 23.00)… Tak, to dużo większe problemy niż zablokowanie kreatywności, reakcja obronna jest jednak ta sama. I zdecydowanie wskazuje na to, czego nie chcemy do siebie dopuścić.

Problem istnieje i bardzo wyraźnie oddziałuje na nasze życie, pozbawiając je piękna.

2. W twoim otoczeniu jest dużo kreatywnych osób, które bardzo chętnie wspierasz.

A cóż to za symptom? Jakim cudem może się to wiązać z zablokowaniem kreatywności? To, że chcesz pomagać innym, bo zajmujecie się podobnymi rzeczami…?

Jedna z historii mojego życia opowiada o tym, jak uwaliłam promocję mojej debiutanckiej książki. Piromani byli spektakularnym debiutem i na pewno wieść o nich dotarłaby do wielu więcej uszu, gdyby nie dwa czynniki. Po pierwsze, w 2015 roku moje pojęcie o autopromocji było raczej mgliste. Po drugie, pracowałam w wydawnictwie i skupiałam się na pomocy innym autorom w wydawaniu i promowaniu ich książek. Wydawały mi się dużo ciekawsze niż moja własna, więc dużo chętniej angażowałam się w każdy projekt poza moim własnym. Zamiast autopromocji robiłam autosabotaż.

Jakiś czas temu moja koleżanka opowiedziała mi, że jest altruistką i jest to zdecydowanie jej wada. Pomaga innym się rozwijać, ale sama stoi w miejscu.

Cóż, to nie jest altruizm. To chytry wybieg naszego umysłu, który odciąga nas od rzeczy istotnych. Zdecydowanie łatwiej zająć się problemami kogoś innego niż skupić się na własnym życiu. Doprowadzenie do ładu naszych projektów często wymaga wewnętrznego uporządkowania. To trudny i bolesny proces. Umysł wie o tym doskonale, więc kieruje nas na zewnątrz, byśmy skupiali się na otoczeniu: pomocy rodzicom, kolegom w pracy czy też popadali w pracoholizm z sympatii dla innych.

Serce zawsze jednak stoi na straży, więc jeśli pomoc innym sprawia, że się zaniedbujemy, będziemy o tym doskonale wiedzieć. I tak piękną cechę jak altruizm będziemy nazywać wadą… Coś tu jest nie tak, widzicie to?

(Ja z kolei chcę zobaczyć Twoją łapkę na moim fanpage’u, więc polub i czytaj dalej).

3. Zrobiłabyś to, ale dzieci/praca/dom…

To najczęściej słyszana przeze mnie wymówka. No bo jak znaleźć czas na pisanie? Nawet, jeśli wstanę pół godziny wcześniej, to moja pociecha i tak zaraz zerwie się z łóżka i będzie trzeba się nią zająć…!

Wiecie co? Nawet nie będę z tym polemizować. Możecie mi zarzucić, że skoro nie mam dzieci, to nie wiem, jaki to jest problem, ale… Sprowadzanie dziecka do rangi problemu ze znalezieniem czasu jest dla naszej pociechy uwłaczające. I jak o nas samych świadczy, jako o rodzicach? (Znaczy się, Was. Jakoś tak łatwo mi sobie dziś wyobrazić, że mam dziecko, hm).

Ania, autorka Kwestii dotyku, powiedziała mi kiedyś niesamowitą rzecz. Że gdyby nie jej córka, to prawdopodobnie byłaby teraz starą babą, której pojęcie o tym, co się w świecie liczy, byłoby bliskie zeru. To luźna parafraza, ale ja nigdy nie słyszałam czegoś takiego od własnej mamy. Są więc różne rodziny i domy, w jakich wzrastamy. Ale dzieci nigdy nie powinny być traktowane jako kule armatnie, przywiązane łańcuchami wokół naszych nóg, byśmy po wrzuceniu do oceanu nie mieli szans wypłynąć na powierzchnię. A wielu rodziców tak właśnie robi! Zasłania się własnymi dzieciakami, największą inspiracją, jaką można sobie wyobrazić! Nowa płyta Natalii Przybysz Jak malować ogień została zainspirowana słowami wypowiedzianymi przez jej córkę. Czy to nie piękne?

Praca powinna służyć temu, żebyśmy mogli się utrzymać i zarabiać na spełnianie naszych marzeń, a nie po to, żebyśmy marnowali w niej życie. A dom to miejsce bezpiecznej przystani, wypełnione miłością, nie zaś cztery ściany, między którymi trzeba wysprzątać!

Halo! Ludzie, obudźcie się!

Dary od losu, które macie na swojej drodze, traktujecie jak przeszkody. To nie jest zdrowe podejście!

4. I za to dostał nagrodę? Phi, zrobiłabym to sto razy lepiej, gdybym tylko… zrobiła.

Czyli zazdrość.

Mam znajomego, który debiutował w mniej więcej tym samym momencie, co ja. Teraz na swoim koncie ma już kilka innych powieści, opublikowanych przez znane wydawnictwa. Kiedy wzięłam się za ich lekturę, szlag mnie trafił. Co to za gnioty?, myślałam sobie. Skoro wydają takie bzdury, to moje teksty opublikują nawet, jeśli będę pisać z jedną dłonią między pośladkami!

Ale nie wydali, bo nie pisałam ani jedną ręką, ani dwoma, tylko bez przerwy o tym rozmyślałam.

Znacie kanapowe ziemniaki? Z angielskiego couch potato, co tłumaczone jest po prostu jako leniuch. Ale ten idiom ma do powiedzenia duuuużo więcej.

Chodzi konkretnie o osobę, która zaraz po pracy (o ile ją ma), przychodzi do domu i rozwala się na kanapie, by przez kilka kolejnych godzin oglądać bzdury w TV, a pozostałych domowników zaszczycać swoimi demotywującymi komentarzami. Jeśli akurat nadawany jest program z wiadomościami, kanapowy ziemniak wykrzykuje, że to złodzieje. Jeśli jest materiał o biznesmenie, który odniósł sukces, to… też będzie złodziejem. Kiedy trwa mecz, a piłka jednak nie wpadnie do bramki, kanapowy ziemniak wykrzykuje, że napastnik był partaczem, i że gdyby on, kanapowy ziemniak, był tam na boisku, to strzeliłby dziesięć bramek. Często z jego ust padają sformułowania, że ludzie to debile, albo: żeby tak zrobić, to naprawdę trzeba być… (Tu wstaw dowolną inwektywę).

Problem w tym, że kanapowego ziemniaka nie ma na boisku. Nie kopie piłki. I nigdy tego nie zrobi. Całe jego życie odbywa się bowiem jedynie w jego głowie, w której bardzo, ale to bardzo się nienawidzi. Zazdrości innym tak bardzo, że obraża zarówno, gdy odniosą spektakularną porażkę, jak i wielkie zwycięstwo. I tak naprawdę obraża samego siebie…

Auć. Bycie jakimkolwiek ziemniakiem, nieważne, czy kanapowym, czy porównującym się do innych pisarzy, jest po prostu słabe.

5. Masz tyle pomysłów, że aż Cię paraliżują i nie potrafisz skupić uwagi na jednym

Są dni, kiedy nie możesz nic stworzyć. Twoje myśli wodzą Cię od jednego do drugiego projektu. Myślisz, że masz wenę, że wręcz nią tryskasz, ale kiedy siadasz z kartką i długopisem lub otwierasz edytor tekstowy, nagle okazuje się, że nie masz totalnie nic do przekazania. Innym razem masz w sobie tyle energii, że czujesz, że możesz przenosić góry, a zaraz potem atakuje Cię ból głowy i migrena murowana na dwa kolejne dni. Mimo tego, że mogłabyś pisać, musisz leżeć w łóżku, bo ból jest tak silny, iż nie potrafisz usiedzieć przy biurku… Potem znowu następuje okres pustynny. Na horyzoncie żadnego pomysłu, a jeśli już, to same beznadziejne. Brak energii.

Toniesz w chaosie!

Szamoczesz się. Chcesz ruszyć, ale nie wiesz, dokąd. Nie widzisz jednego wyraźnego kierunku, w jakim chcesz podążać, robisz kółka na mapie, tracisz energię, a mety nie widać!

Jesteś już bliski obłędu, ale wmawiasz sobie, że artyści tak mają. Nie mogą być normalni, w końcu tak wielu z nich odurzało się albo było alkoholikami. Na trzeźwo nie da się stworzyć nic wiekopomnego, więc może i ty powinieneś sięgnąć po kielonka wódeczki, tak na rozruszanie/uspokojenie…?

Te nieustanne huśtawki nastrojów są znakiem, że Twoja energia twórcza jest zakręcona jak ruski termos i nie może znaleźć ujścia. Zbyt długo kisiłeś ją w sobie. Urosła do gigantycznych rozmiarów i niestety przeszła na ciemną stronę Mocy. Teraz będzie wodzić cię za nos oraz powodować w twoim życiu konflikty, a z czasem sprawi, że staniesz się zgorzkniałą, toksyczną osobą…

Tylko dlatego, że w porę się nie opanowałeś i nie zacząłeś tworzyć.

Wszystkie te wyżej opisane zachowania są po prostu paskudne. Przykro mi, że tak wiele z nich mnie dotyczyło.

Nie będę sobie jednak teraz wmawiać, że jestem paskudnym człowiekiem. Każdy ma jakiś problem. Grunt to go zobaczyć, uświadomić sobie i chcieć się zmienić.

Chęć zmian, jej prawdziwe pragnienie, najlepiej wyrażone na głos i zapisane na kartce (koniecznie powieszonej w widocznym miejscu!), działa niczym potężne zaklęcie. Tylko że bez tych wszystkich magicznych rytuałów, warzenia eliksirów czy wycia do księżyca w pełni. Jeśli chcesz się zmienić, to się zmienisz i nikt Cię nie powstrzyma.

Jedyne, czego potrzebujesz do zdjęcia blokady kreatywności, to zrozumienie, że ją masz. Chcesz się jej pozbyć? Pisać codziennie i cieszyć się tym, co stworzyłeś?

Tak się stanie.

A konkretne lifehacki w przyszłym miesiącu. By ich nie przegapić, zapisz się na newsletter.

Ile kosztuje wydanie książki? Ile można zarobić na książce?

Przygotowałam dla Ciebie specjalny kalkulator, który powie Ci, ile rzeczywiście powinieneś zapłacić za wydanie swojej książki. Kalkulator pozwoli Ci zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych!
Dodatkowo opracowałam harmonogram wydania książki, który pokaże Ci, jakie czynności trzeba wykonać i ile mogą one potrwać.
Dzięki dwóm historiom bohaterów, z case study Zbyszka i Emki, zobaczysz, na co warto uważać w trakcie współpracy z podwykonawcami i wydawnictwem.
Ponadto przygotowałam kalkulator zysków, dzięki któremu zobaczysz, ile zarobisz na sprzedaży książki współpracując z hurtownią, a ile sprzedając książkę samodzielnie!
Wszystko w prostej formule dzięki tabelkom Excela! Wystarczy, że podasz swój e-mail, a kalkulator i dodatki trafią na Twoją skrzynkę.
* pola wymagane
/ ( mm / dd )

Jeśli dobrnąłeś do końca wpisu i podobało Ci się, proszę, udostępnij go. Nie trzymaj wiedzy dla siebie, może komuś przyda się jeszcze bardziej niż Tobie? Jeśli Ci się nie podobało, daj znać w komentarzu. Podyskutujmy!

Tak czy siak: dzięki, że jesteś.

Twoja

Jak zacząć pisać książkę, by zrobić to najlepiej?

Jak zrobić dobry plan powieści?

Pisanie dialogu: najważniejsze jest to, co niewypowiedziane