Seria Jak oni piszą? będzie chyba jednym z najczarniejszych koszmarów polskiej blogosfery. Gdyby ktoś miał przeanalizować moją twórczość, czytając kilkadziesiąt wpisów blogowych tylko po to, by mieć do czego się przyczepić, pewnie nie udźwignęłabym tego psychicznie.

Nie dość, że ludzie co chwila wytykają mi błędy na blogu (hej, a czy nikt nie wpadł na to, że mogłam je zamieścić specjalnie, by zachęcić Was do interakcji?), to mój wpis miałby zostać publicznie rozbity na części pierwsze przez profesjonalnego redaktora?

O nie, wypisuję się, uciekam, nie będę tego czytać.

Ale gdy pierwszy szok już by mi przeszedł, pomyślałabym:

Może dowiem się czegoś nowego? Może dzięki temu będę lepiej pisać? Skuteczniej trafiać do ludzkich serc i umysłów? Może zyskam nowych czytelników?

Eureka.

Właśnie po to powstała seria Jak oni piszą? Bo okazuje się, że pisanie, wbrew temu, co myśli część z Was, nie jest proste.

Bawi mnie wciąż pogarda naszego społeczeństwa, kiedy przychodzi do dyskusji o twórcach internetowych. Na temat blogerów i influencerów wypowiadają się osoby nie mające z tworzeniem za wiele wspólnego. I uważają, że to nie jest poważna praca. Że każdy może sobie wrzucić coś do sieci i na tym zarobić. Że nie ma w tym nic trudnego.

Słyszałam też ostatnio, że blogosfera wymiera. Ale gdzie są badania potwierdzające tę tezę?

Pisanie jest trudnym rzemiosłem. Nie da się go nauczyć jedynie dzięki teorii. Próbowałam, wierzcie mi, po to zapisałam się na filologię polską, ale nie, czytanie o pisaniu to wciąż nie to samo, co prawdziwe pisanie. Pisanie autentyczne.

I dziś właśnie, w pierwszym odcinku serii Jak oni piszą? (wyczekujcie zawsze w ostatnią środę każdego miesiąca), dowiemy się, na czym ten autentyzm w pisaniu polega dzięki ZUCHOWI. Zuchu, lecisz na pierwszy ogień z dwóch powodów: lubię Cię czytać (a ostatnio nawet i słuchać). A do tego sam utwierdziłeś mnie w przekonaniu (zapewne nieświadomie), że ten cykl to niezły pomysł.

Kim jest ZUCH i co można znaleźć na jego blogu?

ZUCH, czyli Maciej Mazurek, prowadzi blog od 2009 roku. To trzykrotny finalista konkursu BLOG ROKU. Jest grafikiem. Tworzy komiksy, projektuje loga, okładki płyt oraz przygotowuje teksty do druku. Niedawno z jego Zuchowego Studia wyfrunęły w świat choćby takie hity jak Bullet journal bez tajemnic Kasi Mistacoglu, autorki bloga worQshop.pl czy Idealny rodzic nie istnieje Kamila Nowaka z BlogOjciec.pl. Uwielbia kawę (to rozumiem) i yerbę mate (tego nie zrozumiem nigdy). Oprócz prowadzenia własnej firmy zajmuje się też edukacją; prowadzi zajęcia na Collegium Da Vinci.

Blog ZUCHA to hybryda bloga specjalistycznego z parentingowym i lifestyle’owym. Pojawiają się zatem tutaj zarówno tematy związane z pracą freelancera, wychowaniem dzieci czy dotyczące geekowskiej rozrywki. Moja ulubiona kategoria wpisów to luźne, filozoficzne przemyślenia.

I właśnie te ostatnie zamierzam wziąć na tapetę.

„Chcę tu i teraz, zaraz, natychmiast” – tak się nie da. Fajne rzeczy zaczynają się dziać gdy to zrozumiesz.

To jest długi tytuł. Naprawdę. Zastanawia mnie też, czy przypadkiem już w tytule nie otrzymujemy puenty. No tak, tylko… czym są te fajne rzeczy? Co oznacza w ogóle słowo fajne?

No i proszę. Chcemy się dowiedzieć, o co chodzi, więc płyniemy ku temu wabikowi. I klikamy, żeby przeczytać, co się wydarzyło w życiu ZUCHA, że naszła go taka refleksja…

Przyjrzyjmy się teraz strukturze wpisu.

Pod względem łatwości w czytaniu tekst jest naprawdę profesjonalnie przygotowany. Wtyczka YoastSeo nie ma tu już wiele do roboty. Jak widzicie, pod leadem mieści się cytat, będący mottem przewodnim (lub czasem luźniejszym nawiązaniem) do tematyki wpisu. To bardzo oryginalne zagranie. Z kolei dalej historia rozwija się w podobnych rozmiarami akapitach, okraszonych chwytliwymi nagłówkami. W tym przypadku mamy ich sześć. Każdy akapit traktuje o odrębnej sprawie, zaś wszystkie zdania mają między sobą logiczne połączenie.

Najważniejsze jest jednak to, że kompozycja jest trójdzielna, bo po prostu widzimy wstęp, rozwinięcie i zakończenie. To konstrukcja dużo starsza niż Poetyka Arystotelesa, która wszak sprawdza się do dziś. Nic dziwnego, bo przecież nasz mózg ją kocha. I choć czasy od starożytności troszkę się zmieniły (m.in. przez obecność gazów cieplarnianych w atmosferze czy plany kolonizacji Marsa), to póki co nasze zamiłowanie do DNA struktury dramatycznej (czyli wspomnianego trójpodziału) się nie zmieniło.

I nic tego nie zapowiada.

Recepta na dobrą konstrukcję wpisu blogowego jest zatem prosta.

Chcesz pisać dobrze? Zbuduj wstęp, rozwinięcie i zakończenie.

I złap się czegoś, najlepiej poręczy, bo teraz zaczynają się schody.

Nie chcesz się łapać? Zrób coś z rękoma! Daj kciuka w górę i polub mój fanpage na fejsie.

Środki stylistyczne; bez nich daleko nie zajdziesz

Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z błyskotliwym spostrzeżeniem, zobrazowanym przez niezbyt odkrywczą, lecz jakże trafną metaforę.

Wszyscy jesteśmy (lub bywamy) chomikami. Pamiętacie, jak pisałam o teorii Darka w notce o emocjonalnym pisaniu? Przestajemy myśleć, a ograniczamy się do reagowania. Z powodu pośpiechu! A za czym tak naprawdę gonimy? Przecież wszystko, czego nam potrzeba, już mamy. Trocinki. Marcheweczka. Luksus!

Metafory i analogie, poprzez zestawienie razem różnych kontekstów, prowadzą do powstawania nowych sposobów patrzenia.
Prawie wszystko to, co wiemy, łącznie z poważną nauką, opiera się na metaforze. I dlatego nasza wiedza nie jest absolutna.

– Joseph Weizenbaum

Jeśli chcesz, by czytelnik w lot pojął, co masz na myśli, zastosuj metafory i analogie.

A co z powtórzeniami, od których ten sam akapit wręcz puchnie?

ZUCH użył ich, by pokazać przykłady, w jak wielu obszarach chcemy coś zrobić; naszkicować wysoką częstotliwość tego zjawiska, a do tego ukazać, jak bardzo jest ono męczące. Jak myślicie, udało się mu to?

Według mnie zdecydowanie tak. Czytając kilka razy tę samą frazę, byłam zmęczona. I oto w tym przypadku właśnie chodziło.

Ale uważajcie i nie szarżujcie z powtórzeniami, jeśli nie macie na celu uwypuklenia opisywanej sytuacji. Jeśli czytelnik się zmęczy i będzie to totalnie bezcelowe, szybko wyjdzie z Waszego bloga lub zamknie Waszą książkę.

Plastyka języka, czyli moc stylu (dalej o środkach)

Moja ulubiona część całego postu brzmi:

Ten rok przeciągnął mnie ryjem po żwirze.

To też metafora, o której już wcześniej wspominałam, przecież w rzeczywistości rok jest pojęciem abstrakcyjnym i nie ma siły mięśni, by dosłownie zwalić z nóg dorosłego człowieka. Rozumiecie już, na czym polega metafora, prawda?

Dodatkowo mamy tu do czynienia z niezwykłą obrazowością i swego rodzaju hiperbolą, czyli zwielokrotnieniem, wzmocnieniem. Dlaczego akurat ryj i żwir?

Bo wyobraźcie sobie taki rozkoszny peeling. Jest wam milutko, kiedy wydłubujecie sobie z policzków kamienie, nie wiedząc do końca, czy to jeszcze żwir, czy już fragmenty kości? Fajnie, nie?

Prawdopodobnie nie.

A ryj do żwiru dużo lepiej pasuje. Wypowiedzcie to na głos.

Gdyby Zuch napisał, że ten rok przeciągnął jego buziunię po żwirku, nie skrzywilibyśmy się. Nie powiedzielibyśmy pod nosem: auć! Wzruszylibyśmy co najwyżej ramionami i poklepali go po włoskach, po czym obojętnie kliknęli inny wpis.

To musi być opowieść, żeby się sprzedało!

Pewnie dlatego Biblia, najpopularniejsza księga na świecie, złożona jest z przypowieści, a nie tekstów poradnikowych pt. 5 sposobów na trafienie do nieba. Lekcję tę doskonale rozumie też ZUCH. W swojej notce najpierw zarysowuje problem, potem pokazuje, że in on się z nim borykał. Opowiada o tym, jak wyglądało jego życie, kiedy żył w skrajnym pośpiechu. Następnie pokazuje, co się zmieniło i jak jego życie wygląda teraz. Ostatecznie wskazuje nam puentę.

Ale to nie wszystko. Do opowiadania używa także emocji.

Bo bez emocji czytelnik nie będzie zaangażowany.

Dlatego ZUCH opowiada o swojej frustracji w punkcie A, by pokazać, że w punkcie B, do którego się przesunął (jako że jest bohaterem własnej opowieści, w końcu to jego blog), czuje już ulgę i satysfakcję. W punkcie A występuje nerwowość, niecierpliwość, wyczerpanie, w punkcie B: chwila oddechu, wytchnienie, ukontentowanie.

A co z interpunkcją i ogonkami?

Głębokie olewactwo interpunkcji zazwyczaj bardzo mnie wkurza. Tak samo jak zjadanie ogonków przy ą czy ę. Halo, lodówka stoi obok, przed pisaniem upewnij się, że masz pełny żołądek!

Wyobraźcie sobie, że Wasz tekst to budynek. Jeśli nie jest skomplikowany, bo to np. dom jednorodzinny na planie prostokąta, wystarczy, że umieścicie w odpowiednich miejscach okna i wnętrze staje się przejrzyste. W ten sposób nie wpadacie na ścianę i nie trafiacie do szpitala ze wstrząsem mózgu. Dobrze napisany tekst jest właśnie tak skonstruowany. Oczywiście możecie pokusić się na budowę gotyckiego kościoła. Pamiętajcie jednak, że bez wysokich witraży w odpowiednich miejscach można potknąć się o ławkę, przekoziołkować i złamać kręgosłup. Można więc tworzyć zaawansowane struktury językowe, ale wówczas trzeba z taką samą wirtuozerią znać się na interpunkcji, żeby komunikat dalej pozostał zrozumiały.

U Zucha jest tak, że przecinki często są pomijane, tak samo jak i ogonki przy ą czy ę, ale zdania są proste i czytelne. Wewnątrz wpisu nie ma bałaganu. Choć więc zdarza się, że niektóre pomieszczenia są niedoświetlone, nie sposób potknąć się na porzuconym samochodziku i wywinąć orła.

Oczywiście wolałabym, by interpunkcja została wykonana po bożemu (a w tym przypadku po Panugrzegorzowsku, bo mój nauczyciel z gimnazjum nauczył mnie, jak dobrze stawiać przecinki – i tak, miał na imię Grzegorz). Tylko czy można mieć wszystko? Na pewno jest to pewien minus, lecz w tym konkretnym przypadku nie tak poważny. (A w dodatku ZUCH ma papiery na dysleksję, więc o czym my w ogóle dyskutujemy?).

Póki coś jest zrozumiałe, jest dobre.

Podsumowanie pozostawiam Wam.

Jakie trzy rzeczy wydają się Wam najważniejsze, jeśli chodzi o stworzenie ciekawego blogowego postu? Napiszcie w komentarzu! I jeśli macie propozycje, jakiego innego blogera bądź blogerkę powinnam wziąć następnym razem pod lupę, również dajcie znać.

Mam nadzieję, że Wam się ta krótka analiza podobała i wyciągnęliście z niej coś dla siebie. Na sam początek chyba może być, co? Za miesiąc kolejna część, więc bądźcie czujni!

Wasza

Dołącz do Załogi Fabryki Dygresji!

Jeśli potrzebujesz motywacji, dzięki której wreszcie ukończysz swój tekst, szczegółowych porad na temat wydawania oraz marketingu książki, dobrze trafiłeś!
Zapisując się na newsletter otrzymasz informacje o nowych postach, zniżkach na warsztaty, spotkaniach z Emilią w Twoim mieście i ofertach specjalnych.
Dodatkowo opracowałam harmonogram i kalkulator wydania książki, który pomogą Ci zaplanować Twój self-publishing.
Dzięki dwóm historiom bohaterów, z case study Zbyszka i Emki, zobaczysz, na co warto uważać w trakcie współpracy z podwykonawcami i wydawnictwem.
W gratisie też pierwsze strony mojego e-booka 7 grzechów głównych debiutanta!
* pola wymagane
/ ( mm / dd )

Jak pisać emocjonalnie, nie pisząc o emocjach?

Paweł Tkaczyk – Narratologia

5 błędów, przez które nie zostaniesz słynnym blogerem

 

#1 Jak oni piszą? ZUCH

by Emilia Nowak time to read: 7 min
3