Gdy byłam w szkole, bałam się zadawać pytania, żeby nie zostać wyśmiana przez klasę: Co, głupia jesteś, że tego nie wiesz? A czasami wręcz zrugana przez nauczyciela, bo powinnam już to wiedzieć. Tylko skąd, skoro nikt mi wcześniej nie wytłumaczył?

Ta notka będzie o tym, że mam po dziurki w nosie tworzenia tematów tabu, budowania między sobą murów, traktowania jednych ludzi jako lepszych, bo są bardziej jak ja, a innych jako gorszych, bo po prostu są inni. Chcę napisać, jak boli mnie to, co się dzieje z naszym społeczeństwem: człowiek czasami boi się zapytać o drogę, żeby nie zostać wyzwanym od technologicznego zacofańca.

A odsetek depresji, której bezpośrednim skutkiem jest zanik kontaktów i pogłębiająca się samotność, wciąż rośnie.

Zacznę od anegdoty.

Wybrałam się do rodzinnego miasteczka. Po załatwieniu spraw urzędowych, postanowiłam pójść na cmentarz, by oddać hołd przodkom i przodkiniom. W drodze natrafiłam na mamę mojej koleżanki z czasów szkolnych. Kobieta opowiedziała mi o swojej największej radości: być może, po prawie dekadzie mnóstwa trudów, wyrzeczeń i cierpień, jej córka zostanie mamą. A ona, jeszcze nie jest to pewne, bo ciąża do najłatwiejszych nie należy, zostanie babcią. Pani X opowiedziała mi też o innych perypetiach moich koleżanek z podstawówki, że dużo dziewczyn ma kłopot z zajściem i utrzymaniem ciąży, że kilkadziesiąt lat temu nie było tak trudno, i w ogóle, to jak u mnie, czy mam chłopaka i myślę o dziecku?

No i teraz jestem ja, która świeżo wstała z kolan po wyjściu z wieloletniego związku, która przez wiele lat utrzymywała, że dzieci nie są dla niej, ale od kilkunastu miesięcy wie, że chciałaby podjąć wyzwanie macierzyństwa i, jak się uda, wydać na świat nowego człowieka, a potem wychować go na szczęśliwą istotę.

Kiedyś.

Kilka miesięcy wcześniej, kiedy miałam broczące krwią serce i czułam się jak pobita przez bojówkę faszystów, która wyskoczyła z kart Czarnego słońca (mniej więcej tak to jest, gdy Twój organizm ma detoks od oksytocyny – hormonu przywiązania) i mama zadała mi pytanie, czy zostanie babcią, wybuchłam. Eksplozja gniewu zalała dom rodzinny niczym magma, a jej pachnące siarką opary utrzymywały się w powietrzu jeszcze długie dni.

Tym razem uśmiechnęłam się do Pani X i powiedziałam, że rozstałam się z chłopakiem, i że czasem smutno mi jeszcze z tego powodu. Że dobrze, że nie jesteśmy już razem, ale samej trudno się brać za robienie dzieci, a co dopiero wychowanie. Dostrzegłam spojrzenie pełne współczucia. Potem porozmawiałyśmy o biznesie, a na koniec Pani X powiedziała, że mi życzy, żeby znalazł się porządny facet, i żeby zrobił mi porządne dziecko. Poczułam, że jest mi bardzo miło, bo jej słowa płynęły do mnie ze szczerą, dobrą intencją.

To nie jest zawsze tak, że osoba, która zadaje nam pytania, jest ciekawską, złośliwą, plotkarską hieną. Jest człowiekiem, ze swoimi wadami i zaletami, jak każdy z nas.

Pytanie o dzieci jest bardzo kontrowersyjne, rozumiem, że w trakcie rozmowy rekrutacyjnej raczej nie powinno padać.

U mnie, w rozmowach z mamą, było wielką osią niezgody, bo czułam się do czegoś przymuszana, jakby moje hipotetyczne dziecko miało zapewnić jej rozrywkę (ale to typowy problem mojej mamy i podejrzewam, że nie tylko jednej takiej kobiety 60+ w Polsce). Gdy brakowało mi odporności psychicznej, czułam, że ledwo ogarniam własny zadek, myśl o przewijaniu pieluch była jak fragment groteskowego przedstawienia. Ale to z czasem się zmieniło. W pewnej mierze dzięki oswojeniu się ze swoimi lękami poprzez… rozmowę o trudnym temacie, którego wcześniej unikałam jak ognia!

Weźmy teraz tę parę, tak podobną do mojej koleżanki z klasy i jej partnera. Dwoje kochających się osób przez blisko dekadę marzyło o dziecku, ale nie mogło ściągnąć na ten świat kruszynki, bo pokręcona macica, nieskoordynowane plemniki, leniwe hormony, nadaktywne gruczoły, plastik w jedzeniu, nawóz na truskawkach, mózg na ścianie, niepotrzebne skreślić. Dziesięć lat tułaczki po lekarzach, szukania specjalistów w odległych miastach, robienia sobie zastrzyków, góry złota wpakowane w prywatną służbę zdrowia, morze wylanych łez… I wszystko po to, by podczas wigilijnej kolacji przy karpiku usłyszeć od ciotki Halinki: oj, kochani, wy to się chyba za słabo staracie? Kiedy dziecko?

No można sobie pomarzyć wtedy, żeby ość z tego karpika ciotce Halince zatrzymała się w gardle. Można pierdyknąć pięścią w stół, oburzyć się i wyjść z takiego domu, można powiedzieć ciotce Halince to, co sugeruje Edyta, prowadząca bardzo pomocny blog bezdzietnik.pl, że wtedy, jak się skończy wojna na Bliskim Wschodzie albo, to moja propozycja: Ciotka, z całym szacunkiem, weź spierdalaj.

Tylko wg mnie problem stanowi nie to, co powiedziała ciotka Halinka, a to, skąd w ogóle jej się to pytanie na ustach pojawiło.

Zakazując zadawania pytań, zamykając ludziom usta, tworząc tabu, nie rozwiążemy tego problemu, tylko edukując, jak najczęściej mówiąc o bólu związanym z niepłodnością albo asertywnie podkreślając, że hej, ja po prostu nie chcę dziecka!

Ja wiem, że najłatwiej by było, gdyby dinozaury po prostu wyginęły. Tylko że potem przyjdą młodsi od nas i o nas sobie pomyślą jak o dinozaurach.

A wszystko, czego nam trzeba, to zrozumienie.

I ciotka Halinka z mojej opowieści, i każda ciotka Halinka, chyba że służy w KGB, ma swoje uczucia. I najwyraźniej braki w wiedzy, i może nie wie, że powinna współczuć. Bo dla niej największym szczęściem w rodzinie, która jest dla niej w TOP3 wartości, jest nowy potomek, i uwaga, ma prawo tak czuć. W wielu książkach, jak choćby w Psychologii miłości profesora Bogdana Wojciszke, czy Poradnictwo psychologiczne Czesława Czabały i Sylwii Kluczyńskiej, przytaczane są badania, które pokazują czarno na białym, że moment przyjścia dziecka na świat jest najbardziej radosnym w ciągu całego życia.

A skąd ciotka Halinka ma wiedzieć, że Ciebie akurat bardziej satysfakcjonuje podróżowanie po Indiach, jak jeszcze się nie spotkała z takim przypadkiem w swoim życiu? Weź jej opowiedz o Indiach. Pokaż jej fotki. Zrób prelekcję w lokalnym domu kultury o Indiach, zaproś ciotkę Halinkę z kumpelkami z klubu seniora.

A skąd ciotka Halinka ma wiedzieć, ile Ty zastrzyków przyjmujesz każdego dnia, że miałaś cztery poronienia, jak bardzo cierpisz, jak nie mówisz o tym, jak jest Ci kurwa ciężko? Po co to dusisz w sobie? Choćby ta opowieść miała trwać trzy godziny, opowiedz. Niech wiedzą, z czym się mierzysz, bo nie musisz z tym być sama!

To nie jest odpowiedni temat na wigilię? Ale to Halinka zaczęła!

Ciotka Halinka nie ma takiej wiedzy o świecie, jak Ty. Nie miała czasu choćby się dowiedzieć, że to, co powiedziała, może sprawić komuś ból – ją tak całe życie wypytywano.

O bólu trzeba opowiadać, i trzeba go zrozumieć, żeby go uleczyć.

Ciotka Halinka oczywiście może nie skumać tematu, dalej dopytywać: kiedy dziecko?, ale zasługuje na to, by uzyskać odpowiedź na swoje pytanie. Tak jak Ty zasługujesz na to, by inni szanowali Twoje uczucia, więc o nich opowiedz.

Czasem wydaje nam się, że nie mamy sił, by rozmawiać o tym, co nas boli. Coś wydaje się nas dusić za gardło, gryźć w środku, powstrzymywać od mówienia o niekomfortowych (lub w chuj bolesnych) sprawach. Ale z każdą kolejną chwilą, gdy milczymy, sił ubywa. Natomiast gdy wreszcie otwieramy usta, pozbywamy się zżerającego nas od środka robala. I wtedy nabieramy więcej siły, bo go wykopaliśmy, zamiast karmić ciszą.

Słyszałam w reportażu o bezdzietności, że pewna para przestała pojawiać się u swojej rodziny, bo tam cały czas pytali o sprawy związane z dziećmi, a to było zbyt męczące.

I tak się zdarza. To ogromnie bolesne. Zatem nawet jeśli nie macie już ochoty nigdy więcej zobaczyć osoby, która wbija Wam szpilę przy każdym spotkaniu, najpierw jej to powiedzcie i dajcie szansę do zmiany.

Bo ona może być naprawdę nieświadoma, ale czy przez to od nas gorsza?

Bo jej wartość to życie rodzinne, a Twoja wartość to np. wolność? I co, i musicie się z tego powodu obrzucać galaretą przy świątecznym stole?

Nie ma gorszych ludzi. To trujące przekonanie nie tylko rozdziera rodziny, ale wręcz zabija, bo przecież samotność pogłębia depresję, a nieleczona depresja to myśli, a nawet próby samobójcze. Część z nich jest skuteczna.

Nawet, jeśli ludzie są dla Ciebie gnojkami, Ty nie musisz być dla nich gnojkiem.

Odbijanie piłeczki moim zdaniem to marnowanie energii.

Ciocia Halinka mówi: to kiedy dzieciaki?

A Ty do ciotki Halinki: to kiedy eutanazja?

I do czego to prowadzi? Do dupy bladej.

Jak Ty chciałbyś, żeby Cię traktowano? Żeby tłumaczono Ci rzeczy, których nie rozumiesz? Żeby zachowywano się przy Tobie, gdy rzucisz coś bez zastanowienia, bez wzajemności kontekstu? Chciałbyś, żeby robiono z Ciebie nieczułego potwora, ostatniego idiotę? Przecież zadałeś tylko pytanie, żeby zagaić, dlaczego oni teraz chcą Ci teraz dać krzyż i wysyłać na Golgotę?! O takich rzeczach z kim ma się rozmawiać, jak nie z rodziną? A od czego ona jest? A gdzie masz przeżywać swoje wzloty i upadki? Przy kim, jak nie przy rodzinie?

Bywają dysfunkcyjne rodziny, gdzie alkohol leje się strumieniami, zdarzają się rodziny z narcyzami na senioralnym tronie, ale i im, i większości rodzin brakuje komunikacji, miłości i zrozumienia.

Tam nie ma hien, tam są skrzywdzeni ludzie, którym brakuje wiedzy o radzeniu sobie w życiu.

Jak Ty ogarniasz lepiej, to im to pokaż, zamiast dalej grać w ich gierki i przekazywać te wzorce kolejnym pokoleniom.

Jeśli Ci zależy.

A coś mi się wydaje, że jeśli dotarłeś w lekturze aż tu, to właśnie tak jest.

Nie obiecam Ci, że ciotka Halinka zrozumie, co do niej mówisz, ani za pierwszym razem, ani może za dziesiątym. Ale gdy podejmiesz próbę wytłumaczenia jej, zamiast wyzywać ją od wstrętnych starych moherów, jest szansa, że tym razem, gdy wróci do pustego mieszkania w bloku, w którym jest sama, bo wujek po 30 lat bicia Halci, dekadę temu odszedł w zaświaty, tym razem nie utonie we łzach przed zaśnięciem. Może ona, idąc za Twoim przykładem mówienia o tym, co boli, kiedyś, przed samą śmiercią, wyzna że wujek nie był godnym naśladowania wzorem, świeć Panie nad jego duszą, tylko jej oprawcą. I uwolni się od swoich koszmarów, by przez kilka dni w życiu odczuć błogi spokój.

A może ciotka Halinka rozgada po wszystkich kumpelkach w bloku, że ma wyrodną krewniaczkę, co nie dość, że dzieci nie ma, to jeszcze wykłady robi podczas wigilii i o jakichś dziwnych emocjach gada, komu to potrzebne, zagryźć zęby trzeba i do przodu, nie?

Zrobisz, co zechesz, a ja chcę powiedzieć, że uważam, że na gruncie społecznym nie ma tematów, o których nie powinno się rozmawiać, pytań, jakich nie powinno się zadawać.

Bo ja chcę wiedzieć, że to, co powiedziałam, zrobiło komuś przykrość. By w przyszłości postąpić inaczej. By mieć możliwość wzięcia odpowiedzialności za błąd. Powiedzieć przepraszam. Zadośćuczynić. Poszerzyć swoje horyzonty myślowe. Poznać kogoś lepiej. Dostrzec jego granice!

To cholernie trudne jest. Ale do zrobienia.

I uważam, że warto.

A jeśli ktoś, podobnie jak ja, ma rozkminy macierzyńskie, typu mieć czy nie mieć albo odczuwa presję, że kurde, zegar biologiczny tyka, no i co robić, co robić, to proponuję wysłuchać ten odcinek O zmierzchu, cudownego podcastu psycholożki i sex coachki Marty Niedźwiedzkiej. Na mnie sprowadził błogi spokój, może i Wam pomoże.

Trzymaj się!

_______________________________

Ten blog jest dla Ciebie. Wszystkie treści tworzę, byś mógł rozwinąć skrzydła. Pomóż mi zdobyć i przekazać Ci jeszcze więcej ciekawej wiedzy: wesprzyj tę formę twórczości, stawiając mi kawę. Dobro wraca!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

 

Jak to jest mieć depresję?

Dziecko, którego nigdy nie było

Te słowa powinny zostać wypowiedziane na głos, jeśli chcesz zacząć od nowa

Kiedy dziecko? I inne pytania, których nie wolno zadawać – też masz ich już dość?

by Emilia Nowak time to read: 9 min
0
Zależy Ci na tym, by rozwinąć się i codziennie odczuwać radość?

Zależy Ci na tym, by rozwinąć się i codziennie odczuwać radość?

Twoją pasją jest pisanie i być może marzysz o wydaniu własnej książki? 

To idealne miejsce dla Ciebie! 

Otrzymuj nowości, zniżki na usługi i warsztaty oraz 3 pierwsze rozdziały e-booka 7 grzechów głównych debiutanta

Dziękuję za zapis, a teraz sprawdź swoją skrzynkę mailową i potwierdź subskrypcję!