Dobra, na początku było mi smutno. Ale teraz wiem, że nie ma tego złego… Jesteśmy rakiem naszej planety i nic dziwnego, że Ziemia ze wszystkich sił stara się wyleczyć. W skrócie: miało być fajnie, a wyszło jak zawsze.

Dlaczego o tym piszę? Czy to nie jest blog o literaturze? Ha. Już tłumaczę.

W pewnym momencie wszystko po prostu przestało mieć sens.

Po co mam pisać, skoro nikt za sto lat tej literatury nie przeczyta? Chyba że żubry, które zaczną wyjadać resztki naszych ciał, nagle nauczą się alfabetu.

Co ja w ogóle bredzę? Jakie resztki, jakie żubry? Przecież żadnych resztek nie będzie, od razu spłoniemy w wysokiej temperaturze, a żubry wyginą jeszcze przed nami. I tak nie schyliłyby się po nasze truchła, w końcu to weganie. Zginą za niewinne jedzenie pędów drzew i jeżyn. W dużej mierze dlatego, że nie potrafiliśmy zmienić diety.

Postanowiłam napisać na blogu wreszcie coś wartościowego. Nigdy nie chciałam tworzyć tylko dla siebie, żeby podkarmić ego. Byłabym hipokrytką, gdybym nagle Wam wyznała, że nie czułam przyjemności, kiedy Piromani zgarniali dobre opinie. Ale dużo istotniejszy był fakt, że garstka czytelników napisała do mnie po lekturze, że czuje się trochę mniej samotna ze swoimi problemami. A mianowicie z depresją, presją i stanami lękowymi.

Tylko że zaraz wszyscy zachorujemy. Prawdziwy lęk się zacznie, kiedy zabraknie nam wody.

Muszę to napisać, póki jeszcze mogę. Czuję, że tracimy nasz cenny czas na niewłaściwe sprawy.

Mam Internet i znajomych. Kiedy jestem u rodziców, oglądam telewizję. Ludzie się kłócą. Kiedy mówię po raz kolejny głośno, że jestem feministką, tracę kilka polubień na Facebooku albo od razu znajdzie się ktoś, kto zacznie mi udowadniać, że jestem w błędzie. PiS i PO walczą ze sobą, a i tak co chwilę zmieniają swoje poglądy, w zależności od słupków sondażowych dotyczących tego, czego chcą Polacy. Żremy się ze sobą w rodzinach, bo ktoś nie chce mieć dziecka albo nie kupił chrześniakowi idealnego prezentu.

To wszystko przestanie mieć znaczenie, gdy dotknie nas brak dostępu do wody lub głód.

W filmie Chłopiec, który ujarzmił wiatr widzimy współczesną Afrykę z jej problemami, ale to obraz dotyczący nas wszystkich, ogólnej ludzkiej natury. Ojciec nie zgadza się z synem, by postawić na swoim. By zaznaczyć swoją pozycję: ja tu jestem szefem, masz się mnie słuchać i koniec! Mimo że główny bohater znalazł rozwiązanie na niedostatek w całej wiosce, upór ojca powoduje kolejne dni choroby głodowej.

Gdyby nie to, że wiem, jak bardzo szkodliwe jest uczucie żalu, to chyba żywiłabym głęboką urazę do poprzedniego pokolenia. Bo nie nauczono nas, że nadmiar szkodzi. Ale skąd nasi rodzice mogli to wiedzieć, żyjąc przez długie lata w skrajnym niedostatku? Polska to specyficzne miejsce, a i tak 99,9% ludzi na Ziemi nie podejmuje decyzji w sprawie: to co, dalej trujemy planetę czy już dosyć? Nie ma więc co się na siebie wściekać. Trzeba zakasać rękawy i brać się do roboty, by swoim własnym przykładem nauczyć otoczenie pozytywnych wzorców.

No dobrze, ale skoro nie my decydujemy, to czy nasza pozytywna postawa troskliwych o środowisko cokolwiek zmieni?

Też miałam co do tego wątpliwości, ale po obejrzeniu dokumentu Leonardo DiCaprio Czy czeka nas koniec?, wiem, że tylko nasz głos i to, co robimy, może przywrócić harmonię życia na Ziemi.

W skrócie: największą przyczyną zanieczyszczeń jest wydobycie surowców kopalnianych, takich jak ropa i węgiel. Koncerny typu BP czy Shell, a raczej dosłownie kilka osób, które siedzą na samej górze korpodrabinki, właściciele i prezesi, nie chcą zamknąć swoich biznesów. Bo jak, skoro przynoszą im miliardy zysku? Ich działania może jednak ograniczyć podatek węglowy. Jego wprowadzenie sprawiłoby, że do kas państwa trafiłyby całkiem pokaźne sumy, czego skutkiem byłby spadek cen. Pomyślcie: masło, jak kiedyś, kosztowałoby 4 zł. Pamiętacie jeszcze takie czasy?

Żeby jednak tak się stało, opinia publiczna musi tego chcieć, bo rząd, by utrzymać swoją pozycję w parlamencie, zrobi wszystko, czego pragną ludzie. Najlepszy przykład z naszego rodzimego fyrtla: 500+.

Jeżeli zatem przeciętny Kowalski nadal będzie chcieć wrzucać  do pieca ten cholerny węgiel, nie widząc problemu w grubej warstwie smogu, która otacza jego dom, no to nic się nie wydarzy i pomrzemy jak dinozaury. Ale jeśli swoim przykładem pokażemy, że można inaczej, będziemy głośno o tym mówić i edukować społeczeństwo… Damy radę.

Wierzę, że jako ludzkość przechodzimy przez pewien dosyć dramatyczny etap. Chodzi o to, byśmy nauczyli się współpracy i szacunku, a zagrożenie takie jak bliski koniec naszej cywilizacji daje nam ku temu całkiem niezłą motywację, prawda?

Tylko że ta współpraca i szacunek muszą wyjść nie tylko poza granice krajów, ale i poza różnice gatunkowe.

Oprócz dwutlenku węgla, który przedostaje się w zatrważających ilościach do atmosfery z powodu wydobycia i użycia ropy, poważny problem stanowi również metan. To kolejny gaz cieplarniany, wpływający na pogorszenie warunków życia na Ziemi. I choć jest go mniej, to nieistotne, bo wpływ jednej cząsteczki ma dwudziestokrotnie bardziej szkodliwe skutki niż cząsteczka CO2. A wytwarzają go… krowy.

Wielkie hodowle przeżuwaczy są kolejnym zagrożeniem dla naszej planety. Kiedy krowa przeżuwa pokarm, z jej mordki wylatują kłęby metanu. Ergo: jeśli chcesz  zjeść wołowinę, jesteś odpowiedzialny za produkcję szkodliwego gazu cieplarnianego. Przykro mi.

Gigantyczne farmy zajmują też miejsce, w których można byłoby posadzić drzewa, a dzięki ich cudownym zdolnościom do absorbowania gazów cieplarnianych, można byłoby oczyścić planetę. Zamiast tego drzewa są wycinane, by w ich miejsce sadzić soję do produkcji pasz albo olejowce, z których pozyskuje się olej palmowy do wytwarzania batoników, przez które tak bardzo nam idzie w boczki, pupy i brzuchy.

Zwierzęta w wielkich zakładach hodowlanych są traktowane po prostu okropnie. Faszeruje się je bezmyślnie antybiotykami i sterydami, bo żyjąc na tak małej przestrzeni, łatwo o różne choroby. To istoty, które nigdy w życiu nie widziały kawałka błękitnego nieba, a przecież czują tak jak my i część z nich jest inteligentniejsza niż przedstawiciele naszej ludzkiej rasy. Wiem, że niektórzy popukają się w teraz w czoło, ale serio, czy znacie konia, który z własnej woli włożyłby niewygodny garnitur, by przez 8h dziennie siedzieć na tyłku przed komputerem, analizując dane dla jakiegoś koncernu?

Czy masz teraz ochotę zapytać, skąd w takim razie brać pieniądze, bo jakoś trzeba przeżyć?

Odwróć sytuację.

Pieniądze są przyczyną naszej chciwości, co prowadzi do wyzysku planety i jej umierania.

Chcesz żyć komfortowo, w domu z basenem i zwiedzać świat, co nie? Mieć piękne sukienki, zadbanego pieska i kasę na zajęcia pozalekcyjne dla dzieci.

Tylko na co Ci ten basen, skoro nie będzie w nim wody? Na co Twoim dzieciom zajęcia pozalekcyjne, gdy będą dusić się od smogu albo mdleć z gorąca?

Każdy powinien mieć tyle pieniędzy, ile potrzebuje. To daje się również osiągnąć edukacją. Jeśli Tobie zawsze brak pieniędzy, idź na kurs do Michała Szafrańskiego, bo to kwestia ruszenia głową, większej świadomości. Michał Szafrański uczy też umiaru. Tego, że szastanie kasą na lewo i prawo nie jest korzystne. Tak jak i to, że najwięcej pieniędzy skupia się w rękach osób zawładniętych chciwością, czyli kilku ludzi zarządzających wielkimi koncernami. Ale zanim zaczniesz rzucać w nich kamieniami w komentarzach, zastanów się.

Czy i Tobą w pewnych aspektach nie zaczął rządzić pieniądz?

Bo mną tak.

Walka z pieniądzem jest strasznie trudna, dużo lepiej się z nim zaprzyjaźnić, ale wtedy łatwo stracić ostrożność.

Kiedy mam mało kasy na koncie, zaczyna mi odbijać. Denerwuję się. Wpływa to niekorzystnie na moje zdrowie. Mimo że w puszce mam oszczędności, pieniądze i tak spędzają mi sen z powiek. Ciężko pracuję, żeby mieć pieniądze, ale potem sobie uświadamiam, że niepotrzebnie tak zapierniczam. Czy nie lepiej odpocząć, zamiast podejmować współpracę z kolejną osobą? Bo co, bo trzeba opłacić mieszkanie i mieć za co jeść? Co za nonsens, nawet w tak skrajnej sytuacji, że nie miałabym co włożyć do garnka, nie jestem samotną wyspą i zawsze mam na kogo liczyć. Nie żyjemy w 1933 roku na Ukrainie. To Polska XXI wieku. Problemem nie jest to, że nie mamy co jeść, tylko to, że jemy za dużo.

Ale nam się w dupach poprzewracało, co?

Co zatem robić, by ocalić Ziemię i naszą cywilizację?

Trochę zbyt patetycznie brzmi chyba poniższy nagłówek. Generalnie chodzi o to, żeby nasze dzieci (znaczy, ja tam dzieci póki co nie zamierzam mieć, ale jak śpiewa Majka Jeżowska: wszystkie dzieci nasze są) mogły żyć. Mieć dostęp do wody i nie musieć przeprowadzać się na drugi kraniec świata w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do egzystencji. By zatrzymać masowe wymieranie gatunków tych wszystkich fantastycznych zwierząt. (W ciągu ostatnich pięciuset lat wyginęło 80 gatunków ssaków, brawo my). By, na skutek głodu, nie doszło do wojny.

Posprzątajmy wreszcie po sobie.

Genialnym rozwiązaniem jest… cofnięcie się w czasie. Właśnie tym dla mnie jest sposób życia określany mianem zero waste. Jeśli nie pamiętasz (tak jak ja), jak prowadziła dom Twoja babcia, to musisz się sporo nauczyć, korzystając np. ze ściągi u Koraliny z bloga TropiMy Przygody. Chodzi o to, że nie wychodzisz z domu bez pojemnika załadowanym wodą czy innym piciem. Butelka wielorazowego użytku albo termosik (dobrze trzyma nie tylko ciepło, ale i zimno, więc woda z termosu w takie upały jak teraz sprawdza się idealnie) w torbie to nie jest dużo cięższy sprzęt niż plastikowa butelka.

Przestań kupować wodę, ciesz się, że masz ją jeszcze w kranie i korzystaj, póki możesz!

Poza tym dobrze będzie, jeśli zaczniesz jeść więcej warzyw i rozstaniesz się z mięsem. Da się to zrobić bez uszczerbku na zdrowiu wbrew temu, co mówią niektóre mamy. (Pyry zostaw, ale mięsko musisz zjeść). Jednym z plusów mojego przejścia na wegetarianizm jest to, że przestałam chorować. A mój pot nie śmierdzi. Byliśmy ostatnio na weselu przyjaciół i kilka osób dziwiło się, dlaczego, mimo tak agresywnych warunków pogodowych, wcale nie jestem przepocona jak inni. No cóż. Zdrowa dieta to nie tylko zdrowy, piękny wygląd (z zewnątrz oraz wewnątrz, patrząc na narządy), ale i dobre samopoczucie psychiczne. Trzeba tylko pamiętać o zbilansowanych posiłkach oraz witaminie B12, co jest o wiele łatwiejsze, niż się wydaje!

Kreuj rynek, wybierając produkty wolne od oleju palmowego.

Po prostu czytaj etykiety. I jeśli Twoja ulubiona czekolada zawiera olej palmowy (jak np. moja ukochana Milka z Oreo), po prostu wybierz inną czekoladę. Np. od firmy Lindt. Jest droższa niż Milka, więc kupisz ją rzadziej, zjesz mniej, a więc będziesz też szczuplejszy i produkt będzie lepiej smakować. Same benefity.

Zwiększaj swoją świadomość, chodząc na spotkania takie jak np. Obóz dla klimatu. Weź ze sobą partnera, kumpelki, dzieci, sąsiadki albo rodziców. Zaangażuj się w życie najbliższej społeczności. Albo znajdź kreatywne hobby. Jeśli np. skupisz się na malowaniu obrazów, sprzątaniu najbliższej okolicy, warsztatach literackich, szyciu ubrań albo robieniu muzyki, mniej czasu spędzisz na chodzeniu po centrach handlowych czy przeglądaniu Internetu w poszukiwaniu nowej lampy do salonu.

Kupowanie jest bowiem nawykiem i potrafi przejść w uzależnienie tak jak papierosy, alkohol czy narkotyki.

Nie wierzysz? Spróbuj nie wydać pieniędzy i nie odwiedzić sklepu przez JEDEN DZIEŃ. I co? Jak Twoje wnioski?

Bądź czujny. Życie w naszych czasach pełne jest pułapek. Wróg czeka na nasze lenistwo, niedbałość i brak wrażliwości.

Ale spokojnie.

Jeżeli nasza cywilizacja przestanie istnieć, to znaczy, że sprawiedliwość jednak istnieje. 😉

Więc? Co dobrego robisz dla planety? Daj znać w komentarzu.

A ja ściskam Cię serdecznie i dzięki, że dotrwałeś do końca wpisu.

Twoja

7 wniosków na temat jedzenia. To dzięki nim schudłam!

Anne Sverdrup-Thygeson – Terra insecta. Planeta owadów

Jak być silnym psychicznie, czyli człowiekiem nie do złamania i czy… na pewno warto?