W życiu nie byłam na lepszej konferencji. Serio. Book Marketing 2020 to nie była zwykła konferencja, tylko prawdziwe święto wszystkich, którzy są związani z literaturą, kochają ją i chcą promować. Ocean wiedzy, tsunami inspiracji i… kupa na Księżycu. No, bo jakaś wtopa zawsze musi być, co nie?

Od kiedy tylko rzuciłam okiem na program konferencji Book Marketing, zaczęłam marzyć o tym, by tam być. I tak też się stało. Bo przecież to miejsce idealnie dla mnie. Promocja książek to mój konik. Na biegunach.

Pierwszy dzień rozpoczął się od prelekcji Pisz i sprzedawaj legalnie radcy prawnego Tomasza Palaka.

Wydawało mi się wcześniej, że ze studiów wyniosłam sporo wiedzy w kwestii prawa autorskiego, ale w trakcie wystąpienia uświadomiłam sobie, jak gigantyczne jest to zagadnienie, a moja wiedza, choć solidna, to jednak niewyczerpująca tematu. I tak na przykład dowiedziałam się, że prawo autorskie naturalnie nie chroni pomysłu, tylko sposób jego przedstawienia. Niby oczywiste, bo gdyby prawo chroniło pomysły, tylko jedna osoba na świecie mogłaby napisać kryminał… Wcześniej jednak zupełnie nie przyszło mi to do głowy. Prezentacja była super, bo Tomasz Palak sypał ciekawymi przykładami jak z rękawa. Mimo że prawo wydaje się być skomplikowane, zostało tym razem wyłuszczony w przystępny sposób, nierzadko okraszony błyskotliwym humorem.

Jako drugi na scenę konferencji Book Marketing wkroczył Paweł Tkaczyk, by pomówić o Budowaniu społeczności wokół wydawnictwa, instytucji kultury, osoby.

Już wcześniej miałam okazję oglądać jego wystąpienie na Influencer Live Poznań oraz brać udział w live’ach organizowanych na kanałach tego twórcy. Do czego zresztą i Was zachęcam. Podążajcie za Pawłem Tkaczykiem, jeśli interesuje Was storytelling i promocja marki. A powinno tak być, jeśli jesteście twórcami na początku swojej artystycznej kariery. Podczas tego konkretnego wystąpienia dowiedziałam się zatem kilku nowych drobiazgów, bo z większością byłam już zaznajomiona. Ale to absolutnie nie zepsuło mi radości z uczestniczenia w prelekcji! Fantastycznie było powtórzyć wiadomości i przypomnieć rzeczy, nad którymi dalej powinnam systematycznie pracować. Dodatkowo otrzymałam mnóstwo motywacji, a i uśmiałam się nieraz podczas wystąpienia… Najważniejszy cytat, który zanotowałam z tej prelekcji, brzmi: Łatwiej wyjść z więzienia, niż z romansu. Idealnie pasuje do mojej kolejnej książki… A nawet dwóch kolejnych. Czy też może trzech…

Po tytule kolejnego wystąpienia, czyli Homo sum, humani nihil a me alienum puto. O trzech wymiarach ludzkiego marketingu, zupełnie nie wiedziałam, o czym będzie opowiadał Tomasz Manikowski.

Może to przez łacinę, która przez całe studia odbijała mi się czkawką. W każdym razie w ciągu tej godziny przeżyłam tyle emocji, ile nie doświadczyłam chyba w ciągu… No, biorąc pod uwagę to, że jestem nadwrażliwa, to pewnie wyszedłby z tydzień. A zatem słabe porównanie. Napiszę prosto: było niesamowicie intensywnie. Przeżywałam wzruszenia, śmiechawy, przypominały mi się gorsze i lepsze momenty mojego życia. Tomasz Manikowski powiedział nie tylko o marketingu, ale przede wszystkim stworzył piękną historię o ludziach, do których staramy się trafić. Nie o odbiorcach reklam. Nie o potencjalnych klientach. Nie o konsumentach. Po prostu o ludziach. To było dla mnie niesamowicie wartościowe wystąpienie. Dziękuję.

O storytellingu opowiadał Adam Pioch.

Zaczęło się może nawet nieźle, ponieważ prelegent wywołał chyba jakieś zainteresowanie u oglądających, ale mnie nie porwał. Starał się przekazać, że storytelling to sztuka zaskakiwania słuchacza. Toteż przeciągał moment wyjawienia finału przedstawianych historyjek niemal w nieskończoność, co, szczerze powiedziawszy, działało mi na nerwy. Pojawił się też żarcik z kupą. Jeśli mnie znacie, to na pewno wiecie, że jestem blisko zaprzyjaźniona z żartami o odchodach, ten temat mnie nie brzydzi, bo nic co ludzkie, nie jest mi obce, no ale spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego. Może nie byłam zachwycona, bo za dobrze siedzę w tej tematyce? A może ze względu na choleryczną naturę, która nie znosi owijania w bawełnę? Mam nadzieję, że prelegent rozwinie skrzydła podczas kolejnych wystąpień publicznych. Bardzo mu tego życzę, bo bywało niezręcznie, a do owacji na stojąco jeszcze sporo zabrakło.

Na koniec pierwszego dnia Tomasz Raczak opowiedział Jak zwiększyć ruch na stronie i rozpoznawalność marki za pomocą content marketingu.

Tutaj było bez fajerwerków, jak podczas pierwszych trzech wystąpień, ale za to bardzo konkretnie. Technicznie. Otrzymałam kilka bardzo cennych wskazówek sprzedażowych, związanych chociażby z budową strony www. Jeden z wniosków, który wyciągnęłam, jest taki, że wszystkie księgarnie internetowe robią to źle, oprócz jednej. Księgarni Wydawnictwa Altenberg, założonego przez Radka Kotarskiego. To rewelacyjny wzór do naśladowania.

Drugi dzień zaczęłam od warsztatów z Maszyną do pisania u Piotra Bojarskiego.

To była próbka tego, jak skonstruować dobrą kryminalną fabułę. Dalej nie jestem fanką kryminałów, ale cieszę się, że teraz mam większą wiedzę na temat konstrukcji tego typu fabuł. Rozumiem też już, dlaczego ludzie tak bardzo jarają się tym gatunkiem. Oznacza naprawdę dobrą zabawę! Co prawda ja prowadzę warsztaty z dużo większą dynamiką i tego mi nieco w tym przypadku brakowało, ale przypomniały mi się fantastyczne momenty, które spędziłam z Maszyną do pisania podczas weekendowego kursu w 2018 roku z Przemkiem Semczukiem. Ależ to była zabawa. Warsztaty literackie polecam każdemu. I przy okazji informuję, że najbliższe kreatywne pisanie ze mną już za 2 tygodnie, ZAPISY TU, spieszcie się, bo mamy jeszcze tylko 3 miejsca!

W tym samym czasie Tomek był na epickich wykładach Jak tworzyć i promować książki w erze social mediów Artura Kurasińskiego.

Podobno prelekcje była totalnym sztosem. Mam z niego notatki, więc potwierdzam: masa przydatnych informacji! Po pierwsze, pisarz musi mieć www, a Facebook czy Insta mają tam jedynie kierować. Po drugie, newsletter to główne narzędzie komunikacji autora z czytelnikami. (Ci z Was, którzy są członkami Załogi Fabryki Dygresji i dostają ode mnie tłuste wiadomości, zdają sobie z tego sprawę. Dogłębnie. Sprawdź i Ty!).

Po trzecie, Remigiusz Mróz robi to dobrze, a Olga Tokarczuk niekoniecznie (bo nie ma nawet własnej www). No, albo marketing, albo sztuka…

A potem… stała się jasność. W blasku chwały na scenie konferencji Book Marketing 2020 stanęła zjawiskowa Katarzyna Bonda.

Wcześniej nie byłam na żadnym spotkaniu autorskim z tą pisarką i nie miałam zielonego pojęcia, ile jej tak naprawdę zawdzięczam. Jej świetny poradnik Maszyna do pisania jest moją podporą już od wielu, wielu lat. Założona przez nią szkoła dla twórców też bardzo mi pomogła w rozwoju, dzięki czemu mam jedną publikację w antologii (Niepokonana Helena Stein w Powstanie ’18, do pobrania tu, moje opowiadanie na stronie 210) oraz kilka wspaniałych doświadczeń. Katarzyna Bonda to postać, która musiała, tak jak każdy, przejść długą drogę, zanim stała się rozpoznawalna.

W odróżnieniu od wielu, wielu innych twórców, nie odpuściła.

Z godną podziwu determinacją realizowała wszystkie swoje cele. Jeździła na kursy pisarskie po całym świecie, inwestowała w swój rozwój, no i generalnie harowała. I dalej to robi. Sposób, w jaki mówiła o swojej drodze, trafił do mnie w 100%. I to jest tak naprawdę esencja marketingu. Rób coś rzetelnie. Nie czekaj na gwiazdkę z nieba. Po prostu cierpliwie szlifuj warsztat, zamiast od razu porywać się na współpracę z wydawnictwem krzak. Bo dobra książka czasami sama się obroni. Słaba nigdy.

Chociaż nie do końca zgadzam się z tym, że żeby osiągnąć sukces, to trzeba sobie praktycznie flaki wypruć.

Myślę, że po pierwsze, sukces to ułuda, a po drugie, spełnić można się dużo przyjemniej. Ale wszystko oczywiście zależy od punktu widzenia. W końcu mówię ludziom, że pisanie jest dla mnie wielką przyjemnością, a oznacza to, że wstaję o 5.00 rano, przez większą część dnia nie odrywam tyłka od siedziska i żyję jak kombo jogina, ascety i pustelnika. No nie dla wszystkich brzmi to tak uwodzicielsko, jak dla mnie.

No i trochę brakowało mi w prowadzeniu tego spotkania (bo występ miał formę wywiadu) pytań o to, jak rozkręcić się jako rozpoznawalny autor. Wielu osobom mogła uciec ta jedna, jedyna, najważniejsza rada: bądź konsekwentny w każdym swoim działaniu. Ale poza tym było fajnie.

Oprócz wszystkich tych świetnych prelekcji miłym akcentem był VIP-room, w którym można było sobie strzelić foteczki i odpocząć przy kawce. Początkowo myślałam, że nie będę tam nikogo znać, a wyszło tak, że co chwilę trafiałam na znajomych. Rety! Przez te dwa dni to ja bardziej fruwałam po Międzynarodowych Targach Poznańskich niż normalnie chodziłam.

Co było najlepsze?

To, że można było podejść  na luzie do prelegentów, nie tylko w trakcie ich dyżuru w Pogotowiu Marketingowym, ale i po wystąpieniu, pogadać i otrzymać konkretne wskazówki w danej sytuacji. Nawiązać wartościowe relacje. Wymienić się kontaktami, spostrzeżeniami. Merytorycznie też jestem bardzo zadowolona, zwłaszcza z wystąpienia Tomasza Manikowskiego, chyba najwięcej mi przekazało tricków marketingowych i Tomasza Palaka, bo poczułam się bezpiecznie. Obserwując profesjonalistów w ich pracy, podczas wystąpień publicznych, również sporo się nauczyłam. Teraz i moje prezentacje będą dużo lepsze!

Szczerze? Już się nie mogę doczekać kolejnej konferencji Book Marketing.

Także to byłam ja, Wasza korespondentka,

Jak promować książkę w social media? Facebook, Instagram, Pinterest

3 spektakularne sposoby na wypromowanie książki

5 błędów, które popełniasz w promocji książki

Konferencja Book Marketing 2020. Relacja

by Emilia Nowak time to read: 7 min
3